To już dziś. Dzisiaj idę na spotkanie z
Mattem. A ja nadal nie wiem w co się ubrać. Nie chcę od razu zrobić złego
wrażenia. A na to się zapowiada. To będzie tragedia. Może lepiej odwołać to
teraz, nim nie jest za późno? Westchnęłam głośno, rozwieszając pranie na
suszarce. Została mi godzina do wyjścia.
Powinnam zacząć się zbierać. Szybko rozwiesiłam resztę ciuchów i poszłam do
swojego pokoju. Przeglądałam swoją skromną garderobę, poszukując inspiracji.
-
Założę to, co zwykle – mruknęłam do siebie, ściągając z wieszaka wełnianą
sukienkę.
Do
tego założyłam grube rajstopy, narzuciłam płaszcz. Stopy wsunęłam w płaskie
botki. Na koniec oszczędnie popsikałam się perfumami i wyszłam na dwór, bo
zbliżała się godzina 15.
Matt
już na mnie czekał. Stał przy drzwiach samochodu i rozglądał się dookoła. Gdy
tylko mnie zauważył, od razu uśmiechnął się szeroko. Podeszłam do niego,
przywitałam się i wsiadłam do ciepłego wnętrza auta. Po chwili dołączył do mnie
Matt i ruszyliśmy w drogę.
- To jak minęły ci święta? – niepewnie
zaczęłam rozmowę, by przerwać ciszę.
- Spokojnie. Rozmawiałem z rodziną przez Skype
– odpowiedział lakonicznie.
Świetnie. Ledwo zaczęliśmy a już jest bardzo
źle. Ashley, ty nawet nie masz o czym z nim rozmawiać. No bo co? Opowiesz mu o
swoich fascynujących studiach? Inżynieria genetyczna i medycyna nie dla każdego
stanowią cały świat. Chcę uciec. Wiedziałam, że to zły pomysł. Wyrzuć mnie z
tego auta, błagam. Wtem w radiu rozbrzmiały dźwięki jednej z moich
ukochanych piosenek. I dziwnym trafem Matt zdecydował się podkręcić głos.
- Lubisz Arctic Monkeys? – zapytałam.
- Akurat ta piosenka jest wybitna – uśmiechnął
się i zaczął nucić, kiedy ja podśpiewywałam tekst pod nosem.
Spojrzeliśmy
się na siebie i wybuchliśmy śmiechem.
- Zawsze słucham jej przed snem – przyznałam
nieśmiało. – To jest ten typ głosu, który mógłby mi czytać podręcznik składania
silnika w traktorze a i tak sprawiałoby mi to ogromną przyjemność.
- Aż tak na ciebie działa?
- Alex ma piękny głos – uśmiechnęłam się
szeroko.
Dalszą
drogę przedyskutowaliśmy na tematy muzyczne. Okazało się, że nie tylko ja mam
słabość do tak starych hitów, jakie śpiewały Spice Girls. I że nie jestem
jedyną osobą, która, mimo braku talentu wokalnego, śpiewa swoje ulubione
piosenki na cały głos, kiedy nikogo nie ma w domu. Dobrze było poznać kogoś
takiego, kogoś bardzo do siebie podobnego.
Gdy
już dotarliśmy na miejsce to zamówiliśmy sobie kubek ciepłego napoju i ciasto
do smaku. Początkowo w milczeniu popijałam herbatę, a on sączył czekoladę. Ale
z czasem nasza rozmowa zaczęła nabierać kolorów.
- Mówiłaś, że studiujesz medycynę – zaczął,
biorąc do ust pierwszy kęs sernika.
- Tak, jestem na trzecim roku, ale równolegle
studiuję też inżynierię genetyczną i piszę z tego licencjat.
- Cholera, ambitnie – mruknął. – Nie mam czego
tu szukać, w rozmowie z tobą – zaśmiał się.
- Bez przesady – posłałam mu szeroki uśmiech.
– Może i spędzam przy książkach większość czasu, ale nie jest to całe moje
życie.
- Chodzisz na dzikie studenckie zabawy?
- Nigdy na żadnej nie byłam. Wolę gruby koc i
książkę. Albo przebiec kilka kilometrów.
- Co z ciebie za studentka, skoro nigdy nie
byłaś na takiej imprezie?
- Bardzo nudna.
- Ja tak nie uważam – puścił do mnie oczko i
popijał czekoladę z filiżanki.
- Czym się zajmujesz, że musisz to robić tutaj,
a nie w Stanach?
- Gram – odpowiedział tak, jakby to była
najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- W co grasz?
- Ty naprawdę nie wiesz? – wydawał się tym
faktem wyraźnie rozbawiony, ale i zadziwiony.
- Niby skąd mam wiedzieć? Nic o tobie nie wiem
– czułam się zażenowana swoją niewiedzą.
- Gram w siatkówkę. Wiesz co to za sport? –
wyraźnie się ze mnie nabijał.
- Wiem. Siatka, piłka, dwie drużyny, trzeba
wygrać 3 sety żeby wygrać mecz. Ale dlaczego tutaj?
- Bo włodarze Zenitu bardzo się postarali,
żebym grał właśnie tutaj.
Pokiwałam
głową, okazując zrozumienie. Postarali
się, czyli zapewnili mu bardzo dobre warunki. Wysoki kontrakt, mieszkanie i te
sprawy. Czyli co? Bardzo się skompromitowałam, nie rozpoznając w nim takiej
sławy? Bo zakładam, że musi być sławny, skoro jest taki dobry i cenny. Ech, co
tu po mnie? Jestem nikim, a z jakichś powodów Matt zaprosił mnie na herbatę.
Dlaczego? Chyba nigdy tego nie zrozumiem.
- Zamilkłaś.
- Bardzo to odkrywcze – zamilkłam na moment,
przeżuwając ciasto. – Po prostu nie wiem co powiedzieć. Trochę mi wstyd, że nie
wiem kim jesteś, chociaż pewnie jesteś znany. I czuję się dziwnie, bo nie wiem
co ja tu robię. Jestem jak z zupełnie innej planety.
Jak
tylko skończyłam mówić, to miałam ogromną ochotę uderzyć się w czoło i uciec. Miałam tego nie mówić i zachować te
wątpliwości dla siebie. Teraz to wyszłam na kretynkę i bezczelną babę. Ale
on tak tego nie odebrał. Wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się po raz kolejny i
dokończył swój kawałek ciasta.
- W sumie to miła odmiana, kiedy jest się
całkowicie anonimowym. Zazwyczaj wszyscy do mnie podchodzą, bo chcą sobie
zrobić ze mną zdjęcie, wziąć autograf. Kilka dziewczyn mnie kiedyś śledziło.
Wolę być jednym z ludzi w tłumie.
- Sława bywa przytłaczająca?
- Tak – odpowiedział, bawiąc się łyżeczką. –
Zwłaszcza wtedy, kiedy miliony dziewczyn marzy o tym, żeby być moją partnerką –
ściągnął brwi i nachmurzył się nieco.
- Przykro mi, że tak to wygląda – spuściłam
nisko wzrok i dopiłam zieloną herbatę.
- To nie twoja wina – ponownie do mnie
mrugnął. – Wiedziałem na co się piszę. Przynajmniej teoretycznie, bo nie
sądziłem, że będę tak rozchwytywany.
- Ale zwiedzisz kawałek świata dzięki takiej
pracy.
- A ty byś chciała zobaczyć coś więcej niż
Kazań? – zapytał tajemniczo.
- Nie rozumiem.
Matt
obserwował mnie, kiedy w zniecierpliwieniu kończyłam jeść swój kawałek ciasta.
Podał mi serwetkę i dopiero wtedy zaczął opowiadać o swoim pomyśle.
- Na początku stycznia lecimy na sparingi do
Polski do Rzeszowa. Może chcesz polecieć z nami i odkryć nowe miejsce? Zajmie
się tobą narzeczona mojego kolegi z drużyny, Gosia, która pochodzi z tamtych
stron.
Matt
wręcz tryskał entuzjazmem. A ja nie wiedziałam co mam w związku z tym zrobić. On tak bardzo się cieszy. Jest wręcz dumny z
tego pomysłu. Przecież jak odmówię to złamię mu serce. I sama chętnie bym tam
poleciała. Ale, do licha, nie mam na to pieniędzy. Przecież nie pozwolę mu płacić za taki kaprys.
- Matt, jest mi niezwykle miło, że o mnie
pomyślałeś, ale ja nie
- Nawet nie próbuj się wykręcać tym, że nie
masz kasy – wtrącił mi się w słowo. – Samolotem lecisz z nami, klubowym. Za nic
nie zapłacisz. Musisz mieć tylko paszport. Masz go, prawda?
- Chyba jest jeszcze ważny – ostrożnie
potwierdziłam.
- No to wszystko jest załatwione. Trzeciego
stycznia widzimy się na lotnisku – uśmiechnął się szeroko, dumny z tego, że
jego plan wypalił.
O
mało nie zakrztusiłam się wdychanym powietrzem. On mówi o tym tak, jakby z góry założył, że się zgodzę. Czyżby w ogóle
nie brał po uwagę możliwości odmowy? A może jestem tak przewidywalna? Lub też
Matt jest zbyt pewny siebie. Nie, nie wygląda na takiego. Obym nie żałowała tej
szybkiej decyzji…
Po
tym jakże zaskakującym zaproszeniu rozmawialiśmy jeszcze przynajmniej ze dwie
godziny. Poruszyliśmy praktycznie każdy możliwy temat. On mi opowiadał o sobie,
życiu w Ameryce, przylocie do Rosji, karierze, rzuconych studiach. A ja opowiadałam
mu o swojej monotonii, uczelni i samotności. Mimo tak wielkich różnic,
sprawialiśmy wrażenie przyjaciół, którzy wieki się nie widzieli i muszą
nadrobić zaległości. Z nikim nigdy tak dobrze mi się nie rozmawiało. Ale czas
nas naglił i każde z nas musiało wracać do swoich obowiązków. Zebraliśmy się
więc, Matt odwiózł mnie do mieszkania i pojechał w swoją stronę. Ja natomiast
weszłam do pustego mieszkania, zrobiłam sobie skromną kolację, przygotowałam
listę zakupów, wzięłam szybki prysznic, nakarmiłam Miszę i położyłam się spać.
W końcu przestałaś głodzić jeża. :D
OdpowiedzUsuńNie no, a tak na serio, to fajnie się złożyło, że mają takie same upodobania muzyczne. I widać, że jednak kogoś ta inżynieria genetyczna interesuje, skoro Mefju tak chętnie o tym słuchał.
Albo po prostu chciał słuchać czegokolwiek, nawet instrukcji składania silników w traktorze (padłam, siostro :D), byle żeby ona mu to mówiła.
No, Ash jest bardzo ambitna. Dwa kierunki? Ja ledwo na jednym wyrabiam, chociaż może to tak nie wygląda, ale taka prawda. Bardzo ogarnięta dziewczyna, czyli moje zupełne przeciwieństwo, aleee...
Tutaj pjona, ja też na imprezy przecież nie chodzę, bo nie mam czasu. Ani nie mam z kim. Ostatnio byłam z trzy lata temu. No ale kogo to obchodzi... :D Dobra, ten, bo zbaczam z tematu.
Fajnie, że Mefju jest taki miły, uroczy, wyrozumiały. Fajny z niego kumpel. Cieszę się, że Ash kogoś znalazła w tym Kazaniu, komu może się tak po prostu wygadać, opowiedzieć całą historię swojego życia. Oj, będzie z nich fajna para przyjaciół. A czy coś więcej? :) Hmmm...
Sparing z Sovią. *______________________* Tyle piękna na boisku. I poza nim też. Ash, na co czekasz? No leć tam i rwij jakieś ciasteczko, tam ich jest pełno. :D
Tak, to będzie piękny rozdział. I mam tylko nadzieję, że się z chłopcami z Rzeszowa ta Ash polubi, no bo, heloł, jak można nie lubić zawodników Sovii? No nie da się.
Aaa się rozpisałam, kończę. Kocham Cię, siostro. <3 :*
Inżynieria genetyczna i medycyna :D Ash dokonuje rzeczy niemożliwych dla zwykłego śmiertelnika, bo do tego przecież pracuje. Jest swoim własnym everyday hero a Mattowi może to imponuje.
UsuńOn jest przecież słodki i kochany, więc nie ma co się dziwić, że taki sam jest dla Ashley. Czy będą kimś więcej? Nie wiem.
Będzie sparing z Resovią :) Ash jest rozsądna i nie leci tam na podryw. Pewnie nawet jej to przez myśl nie przejdzie ;)
Nie wiem, czy to będzie piękny rozdział. I nie wiem, czy się z nimi polubi, ponieważ nie zaplanowałam tego, czy w ogóle będzie z nimi rozmawiać :D
Szczęśliwego Nowego Roku :)