środa, 30 grudnia 2015

Rozdział czwarty

To już dziś. Dzisiaj idę na spotkanie z Mattem. A ja nadal nie wiem w co się ubrać. Nie chcę od razu zrobić złego wrażenia. A na to się zapowiada. To będzie tragedia. Może lepiej odwołać to teraz, nim nie jest za późno? Westchnęłam głośno, rozwieszając pranie na suszarce. Została mi godzina do wyjścia. Powinnam zacząć się zbierać. Szybko rozwiesiłam resztę ciuchów i poszłam do swojego pokoju. Przeglądałam swoją skromną garderobę, poszukując inspiracji.
- Założę to, co zwykle – mruknęłam do siebie, ściągając z wieszaka wełnianą sukienkę.
Do tego założyłam grube rajstopy, narzuciłam płaszcz. Stopy wsunęłam w płaskie botki. Na koniec oszczędnie popsikałam się perfumami i wyszłam na dwór, bo zbliżała się godzina 15.
Matt już na mnie czekał. Stał przy drzwiach samochodu i rozglądał się dookoła. Gdy tylko mnie zauważył, od razu uśmiechnął się szeroko. Podeszłam do niego, przywitałam się i wsiadłam do ciepłego wnętrza auta. Po chwili dołączył do mnie Matt i ruszyliśmy w drogę.
 - To jak minęły ci święta? – niepewnie zaczęłam rozmowę, by przerwać ciszę.
 - Spokojnie. Rozmawiałem z rodziną przez Skype – odpowiedział lakonicznie.
Świetnie. Ledwo zaczęliśmy a już jest bardzo źle. Ashley, ty nawet nie masz o czym z nim rozmawiać. No bo co? Opowiesz mu o swoich fascynujących studiach? Inżynieria genetyczna i medycyna nie dla każdego stanowią cały świat. Chcę uciec. Wiedziałam, że to zły pomysł. Wyrzuć mnie z tego auta, błagam. Wtem w radiu rozbrzmiały dźwięki jednej z moich ukochanych piosenek. I dziwnym trafem Matt zdecydował się podkręcić głos.
 - Lubisz Arctic Monkeys? – zapytałam.
 - Akurat ta piosenka jest wybitna – uśmiechnął się i zaczął nucić, kiedy ja podśpiewywałam tekst pod nosem.
Spojrzeliśmy się na siebie i wybuchliśmy śmiechem.
 - Zawsze słucham jej przed snem – przyznałam nieśmiało. – To jest ten typ głosu, który mógłby mi czytać podręcznik składania silnika w traktorze a i tak sprawiałoby mi to ogromną przyjemność.
 - Aż tak na ciebie działa?
 - Alex ma piękny głos – uśmiechnęłam się szeroko.
Dalszą drogę przedyskutowaliśmy na tematy muzyczne. Okazało się, że nie tylko ja mam słabość do tak starych hitów, jakie śpiewały Spice Girls. I że nie jestem jedyną osobą, która, mimo braku talentu wokalnego, śpiewa swoje ulubione piosenki na cały głos, kiedy nikogo nie ma w domu. Dobrze było poznać kogoś takiego, kogoś bardzo do siebie podobnego.
Gdy już dotarliśmy na miejsce to zamówiliśmy sobie kubek ciepłego napoju i ciasto do smaku. Początkowo w milczeniu popijałam herbatę, a on sączył czekoladę. Ale z czasem nasza rozmowa zaczęła nabierać kolorów.
 - Mówiłaś, że studiujesz medycynę – zaczął, biorąc do ust pierwszy kęs sernika.
 - Tak, jestem na trzecim roku, ale równolegle studiuję też inżynierię genetyczną i piszę z tego licencjat.
 - Cholera, ambitnie – mruknął. – Nie mam czego tu szukać, w rozmowie z tobą – zaśmiał się.
 - Bez przesady – posłałam mu szeroki uśmiech. – Może i spędzam przy książkach większość czasu, ale nie jest to całe moje życie.
 - Chodzisz na dzikie studenckie zabawy?
 - Nigdy na żadnej nie byłam. Wolę gruby koc i książkę. Albo przebiec kilka kilometrów.
 - Co z ciebie za studentka, skoro nigdy nie byłaś na takiej imprezie?
 - Bardzo nudna.
 - Ja tak nie uważam – puścił do mnie oczko i popijał czekoladę z filiżanki.
 - Czym się zajmujesz, że musisz to robić tutaj, a nie w Stanach?
 - Gram – odpowiedział tak, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
 - W co grasz?
 - Ty naprawdę nie wiesz? – wydawał się tym faktem wyraźnie rozbawiony, ale i zadziwiony.
 - Niby skąd mam wiedzieć? Nic o tobie nie wiem – czułam się zażenowana swoją niewiedzą.
 - Gram w siatkówkę. Wiesz co to za sport? – wyraźnie się ze mnie nabijał.
 - Wiem. Siatka, piłka, dwie drużyny, trzeba wygrać 3 sety żeby wygrać mecz. Ale dlaczego tutaj?
 - Bo włodarze Zenitu bardzo się postarali, żebym grał właśnie tutaj.
Pokiwałam głową, okazując zrozumienie. Postarali się, czyli zapewnili mu bardzo dobre warunki. Wysoki kontrakt, mieszkanie i te sprawy. Czyli co? Bardzo się skompromitowałam, nie rozpoznając w nim takiej sławy? Bo zakładam, że musi być sławny, skoro jest taki dobry i cenny. Ech, co tu po mnie? Jestem nikim, a z jakichś powodów Matt zaprosił mnie na herbatę. Dlaczego? Chyba nigdy tego nie zrozumiem.
 - Zamilkłaś.
 - Bardzo to odkrywcze – zamilkłam na moment, przeżuwając ciasto. – Po prostu nie wiem co powiedzieć. Trochę mi wstyd, że nie wiem kim jesteś, chociaż pewnie jesteś znany. I czuję się dziwnie, bo nie wiem co ja tu robię. Jestem jak z zupełnie innej planety.
Jak tylko skończyłam mówić, to miałam ogromną ochotę uderzyć się w czoło i uciec. Miałam tego nie mówić i zachować te wątpliwości dla siebie. Teraz to wyszłam na kretynkę i bezczelną babę. Ale on tak tego nie odebrał. Wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się po raz kolejny i dokończył swój kawałek ciasta.
 - W sumie to miła odmiana, kiedy jest się całkowicie anonimowym. Zazwyczaj wszyscy do mnie podchodzą, bo chcą sobie zrobić ze mną zdjęcie, wziąć autograf. Kilka dziewczyn mnie kiedyś śledziło. Wolę być jednym z ludzi w tłumie.
 - Sława bywa przytłaczająca?
 - Tak – odpowiedział, bawiąc się łyżeczką. – Zwłaszcza wtedy, kiedy miliony dziewczyn marzy o tym, żeby być moją partnerką – ściągnął brwi i nachmurzył się nieco.
 - Przykro mi, że tak to wygląda – spuściłam nisko wzrok i dopiłam zieloną herbatę.
 - To nie twoja wina – ponownie do mnie mrugnął. – Wiedziałem na co się piszę. Przynajmniej teoretycznie, bo nie sądziłem, że będę tak rozchwytywany.
 - Ale zwiedzisz kawałek świata dzięki takiej pracy.
 - A ty byś chciała zobaczyć coś więcej niż Kazań? – zapytał tajemniczo.
 - Nie rozumiem.
Matt obserwował mnie, kiedy w zniecierpliwieniu kończyłam jeść swój kawałek ciasta. Podał mi serwetkę i dopiero wtedy zaczął opowiadać o swoim pomyśle.
 - Na początku stycznia lecimy na sparingi do Polski do Rzeszowa. Może chcesz polecieć z nami i odkryć nowe miejsce? Zajmie się tobą narzeczona mojego kolegi z drużyny, Gosia, która pochodzi z tamtych stron.
Matt wręcz tryskał entuzjazmem. A ja nie wiedziałam co mam w związku z tym zrobić. On tak bardzo się cieszy. Jest wręcz dumny z tego pomysłu. Przecież jak odmówię to złamię mu serce. I sama chętnie bym tam poleciała. Ale, do licha, nie mam na to pieniędzy. Przecież nie pozwolę mu płacić za taki kaprys.
 - Matt, jest mi niezwykle miło, że o mnie pomyślałeś, ale ja nie
 - Nawet nie próbuj się wykręcać tym, że nie masz kasy – wtrącił mi się w słowo. – Samolotem lecisz z nami, klubowym. Za nic nie zapłacisz. Musisz mieć tylko paszport. Masz go, prawda?
 - Chyba jest jeszcze ważny – ostrożnie potwierdziłam.
 - No to wszystko jest załatwione. Trzeciego stycznia widzimy się na lotnisku – uśmiechnął się szeroko, dumny z tego, że jego plan wypalił.
O mało nie zakrztusiłam się wdychanym powietrzem. On mówi o tym tak, jakby z góry założył, że się zgodzę. Czyżby w ogóle nie brał po uwagę możliwości odmowy? A może jestem tak przewidywalna? Lub też Matt jest zbyt pewny siebie. Nie, nie wygląda na takiego. Obym nie żałowała tej szybkiej decyzji…

Po tym jakże zaskakującym zaproszeniu rozmawialiśmy jeszcze przynajmniej ze dwie godziny. Poruszyliśmy praktycznie każdy możliwy temat. On mi opowiadał o sobie, życiu w Ameryce, przylocie do Rosji, karierze, rzuconych studiach. A ja opowiadałam mu o swojej monotonii, uczelni i samotności. Mimo tak wielkich różnic, sprawialiśmy wrażenie przyjaciół, którzy wieki się nie widzieli i muszą nadrobić zaległości. Z nikim nigdy tak dobrze mi się nie rozmawiało. Ale czas nas naglił i każde z nas musiało wracać do swoich obowiązków. Zebraliśmy się więc, Matt odwiózł mnie do mieszkania i pojechał w swoją stronę. Ja natomiast weszłam do pustego mieszkania, zrobiłam sobie skromną kolację, przygotowałam listę zakupów, wzięłam szybki prysznic, nakarmiłam Miszę i położyłam się spać.

2 komentarze:

  1. W końcu przestałaś głodzić jeża. :D

    Nie no, a tak na serio, to fajnie się złożyło, że mają takie same upodobania muzyczne. I widać, że jednak kogoś ta inżynieria genetyczna interesuje, skoro Mefju tak chętnie o tym słuchał.
    Albo po prostu chciał słuchać czegokolwiek, nawet instrukcji składania silników w traktorze (padłam, siostro :D), byle żeby ona mu to mówiła.

    No, Ash jest bardzo ambitna. Dwa kierunki? Ja ledwo na jednym wyrabiam, chociaż może to tak nie wygląda, ale taka prawda. Bardzo ogarnięta dziewczyna, czyli moje zupełne przeciwieństwo, aleee...
    Tutaj pjona, ja też na imprezy przecież nie chodzę, bo nie mam czasu. Ani nie mam z kim. Ostatnio byłam z trzy lata temu. No ale kogo to obchodzi... :D Dobra, ten, bo zbaczam z tematu.

    Fajnie, że Mefju jest taki miły, uroczy, wyrozumiały. Fajny z niego kumpel. Cieszę się, że Ash kogoś znalazła w tym Kazaniu, komu może się tak po prostu wygadać, opowiedzieć całą historię swojego życia. Oj, będzie z nich fajna para przyjaciół. A czy coś więcej? :) Hmmm...

    Sparing z Sovią. *______________________* Tyle piękna na boisku. I poza nim też. Ash, na co czekasz? No leć tam i rwij jakieś ciasteczko, tam ich jest pełno. :D
    Tak, to będzie piękny rozdział. I mam tylko nadzieję, że się z chłopcami z Rzeszowa ta Ash polubi, no bo, heloł, jak można nie lubić zawodników Sovii? No nie da się.

    Aaa się rozpisałam, kończę. Kocham Cię, siostro. <3 :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inżynieria genetyczna i medycyna :D Ash dokonuje rzeczy niemożliwych dla zwykłego śmiertelnika, bo do tego przecież pracuje. Jest swoim własnym everyday hero a Mattowi może to imponuje.

      On jest przecież słodki i kochany, więc nie ma co się dziwić, że taki sam jest dla Ashley. Czy będą kimś więcej? Nie wiem.

      Będzie sparing z Resovią :) Ash jest rozsądna i nie leci tam na podryw. Pewnie nawet jej to przez myśl nie przejdzie ;)
      Nie wiem, czy to będzie piękny rozdział. I nie wiem, czy się z nimi polubi, ponieważ nie zaplanowałam tego, czy w ogóle będzie z nimi rozmawiać :D

      Szczęśliwego Nowego Roku :)

      Usuń