wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział szósty

Sylwestrowy poranek był bardzo trudny. Gdy ja zbierałam się do pracy, Marina i Roza właśnie przyjechały do mieszkania. Razem z Leną zabierały się za przyrządzanie przekąsek oraz dekorowanie pokojów na nadchodzącą zabawę. Ja natomiast miałam przyjść na gotowe. Kończyłam pracę o 17, a cała balanga miała zacząć się o 19. Nadal nie byłam pewna, czy aby na pewno chcę zostać i bawić się z resztą. Ale co innego mogłam zrobić? Było już stanowczo za późno na plan awaryjny. Odsunęłam od siebie te rozmyślania na czas pracy. Przy wychodzeniu z hotelu, pożegnałam się z pracownikami i złożyłam im życzenia noworoczne. Potem wyszłam na typowy dla Kazania o tej porze roku mróz. Przemierzając kolejne uliczki, mijałam ludzi, którzy udawali się na swoje sylwestrowe bale. Ja marzyłam o tym, by wziąć gorącą kąpiel i położyć się spać – tak byłam zmęczona. Goście w hotelu cały czas czegoś chcieli – donieść im jedzenie, alkohol, wyprasować coś na ostatnią chwilę, nawet fryzurę poprawić. A przecież czekało na mnie sprzątanie. Ale jakoś dałam radę i wyrobiłam się w czasie trwania swojej zmiany. Gdy tak zbliżałam się do mieszkania, ulice miasta zapełniały się ludźmi oraz samochodami. Wszyscy udawali się do miejsca swojego sylwestrowego balu. Mimowolnie uśmiechnęłam się na ten widok i skręciłam wprost do wejścia naszego bloku. W mieszkaniu przywitały mnie radosne okrzyki współlokatorek, które były już wyszykowane na zabawę. Chciałam je ominąć i po cichu zaszyć się we własnym pokoju, ale Roza dopadła mnie w korytarzu.
 - Weź szybki prysznic i zaraz się za ciebie bierzemy.
 - Ale ja chciałam pójść szybko spać – zaczęłam się tłumaczyć, ale blondynka nie tolerowała odmowy.
Zaciągnęła mnie do największego pokoju, w którym miała odbywać się impreza. Posadziła mnie na krześle i rozpuściła mojego niechlujnego koka, którego zrobiłam sobie w pracy.
 - Wykąp się i umyj włosy, bo z takim czymś się tutaj nie zaprezentujesz. My w tym czasie poszukamy ci sukienki, a na koniec cię pomalujemy.
Niechętnie poszłam pod prysznic i spełniłam żądania Rozalki. Wiedziałam przecież, że nie ma co się z nią kłócić, bo i tak nie wygram. Owinęłam się ręcznikiem i wróciłam do podekscytowanych dziewczyn. Usiadłam niepewnie na stoliku i czekałam w napięciu na dalszy rozwój wydarzeń. Marina zabrała się na moje włosy. Wysuszyła je, a potem wyprostowała za pomocą szczotki. W tym samym czasie Lena zajęła się moją twarzą. Nakładała mi na nią różne kosmetyki i co chwila tylko na mnie zerkała z rosnącym zdziwieniem w oczach. Nie miałam zielonego pojęcia, co też mogło wywoływać u niej tak szokującą reakcję. Mimo to siedziałam tam grzecznie w ciszy i pozwalałam im robić ze mną, co tylko chciały. Pół godziny później Roza wręczyła mi swoją małą czarną sukienkę. Wróciłam się do łazienki i przebrałam się w nią. Wtedy dopiero spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i zrozumiałam zdziwienie Leny. Wyglądałam obco. To nie byłam ja. Z kompletnie prostymi rudymi włosami, które swobodnie opadały mi na plecy i okraszały szczupłą bladą twarz. Lena dodatkowo podkreśliła moje kości policzkowe i uwydatniła wielkość moich oczu za pomocą kresek z wyciągniętą jaskółką. Cienie na powiekach były przydymione i optycznie powiększały oko. Moje rzęsty wyglądały na sztuczne za pomocą tuszu. A usta były krwiście czerwone. To nie jestem ja, to ktoś obcy. Przecież ja nie wyglądam tak dobrze. Nie mam tak idealnej cery, tak dużych oczu, idealnych warg. Ta figura też nie jest moja. Sukienka Rozy prezentowała się na mnie wręcz idealnie. Przylegała mi do ciała i kończyła się w połowie uda. Dosyć duży dekolt na przodzie eksponował mój biust, a wycięcie z tyłu obnażyło całe moje plecy. To ciało nie jest moje. Kim ja jestem? Minuty upływały, a ja wciąż wpatrywałam się w swoje odbicie z niedowierzaniem.
 - Ashley, wychodź, też chcemy na ciebie popatrzeć – Marina pukała w drzwi łazienki.
Odchrząknęłam i wyszłam do dziewczyn. Miałam ogromną ochotę, by zwiesić głowę i spuścić wzrok na podłogę, ale się powstrzymałam. Nawet, jeżeli jestem dla siebie obca, nigdy nie powinnam się tak zachowywać. Dlatego też uśmiechnęłam się delikatnie i stałam przed współlokatorkami, czekając na ostateczną ocenę.
 - Ash, jesteś zjawiskowa – westchnęła Lena.
 - Chyba kwiatuszek rozkwitł na naszych oczach – zachwycała się Roza.
 - Ashley, kochana, powinnaś tak częściej, bo jesteś przepiękna – zakończyła Marina i zrobiła mi zdjęcie.
Miałam wrażenie, że się rumienię, bowiem nie przywykłam do komplementów i do faktu, że ktokolwiek zwraca na mnie większą uwagę. A tamtej nocy miało się to zmienić za pomocą magii makijażu oraz innego ubioru.
Niedługo po mojej metamorfozie zaczęli schodzić się goście. Siedziałam sobie cichutko przy wejściu do dużego pokoju i witałam się ze wszystkimi. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy do mieszkania wszedł Dimitrij. Chłopak podszedł do mnie, objął mnie mocno, pocałował w policzek i przywitał się.
 - Ashley, wyglądasz bosko – wyszeptał mi do ucha, po czym pocałował mnie w policzek i odszedł, by przywitać się z resztą zaproszonych.
Nogi zaczęły mi dygotać. Czy tylko mi się wydawało, że czy to zabrzmiało trochę złowrogo. Jakby coś miało za tym iść. Jakaś aluzja. No i kto go tutaj zaprosił? Promienny uśmiech Leny wystarczył mi za odpowiedź. Dima nagle stał się dla mnie miły. Lena chrzaniła głupoty o jednorazowej nocnej przygodzie. Czyżby namówiła go do tego, żeby poczynił pewne kroki w tym kierunku? Nie, Lena by mi tego nie zrobiła. To nie w jej stylu. Lubi fantazjować, ale na tym się kończy. Natomiast postawa Dimitrija nadal jest dla mnie podejrzana. Rozmyślałam o tym wszystkim, ale automatycznie witałam się z ostatnimi przybyłymi. Gdy już skończyłam, usiadłam w kącie pokoju na fotelu i odetchnęłam z ulgą. Najgorsza część za mną. Przywitałam się ze wszystkimi, przedstawiłam się, dzielnie zniosłam oceniające spojrzenia. Może nawet udało mi się wywrzeć na kimś dobre pierwsze wrażenie. Na pewno udało mi się to z Dimą. Ech, czego on chce? Akurat, gdy o nim pomyślałam, przyłapałam go na wpatrywaniu się we mnie. Uśmiechnęłam się grzecznie, po czym wstałam i zaczęłam krążyć po pokoju. Nie potrafiłam znaleźć sobie punktu zaczepienia. Nie znałam tu nikogo poza moimi współlokatorkami i Dimitrijem. Dziewczyny rozeszły się do swoich znajomych a ja zostałam sama ze sobą. Może i dziewczyny zmieniły mnie w piękną młodą kobietę, ale nie wpłynęło to na zmianę mojej osobowości. Nadal nie czuję się tutaj komfortowo.
 - Cześć, przynieść ci coś do picia? – zaczepił mnie wysoki szatyn.
 - Nie piję alkoholu.
 - A dasz się zaprosić do tańca?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, a mężczyzna objął mnie z talii i porwał w tan. Przez całe to głębokie zamyślenie, nie zwróciłam uwagi na to, że dziewczyny włączyły muzykę. Nie miałam ochoty na tańce, ale z czystej uprzejmości nie odeszłam od szatyna, który przestawił mi się jako Alexander. Nie rozmawialiśmy zbyt wiele. On skupił się na powtarzaniu w kółko tych samych komplementów, a ja grzecznie mu potakiwałam i odpowiadałam sztucznymi uśmiechami. Liczyłam na to, że szybko mnie wypuści, ale chłopak się nie poddawał. Widocznie moją pozorowaną grzeczność odebrał jako nieme przyzwolenie na przeniesienie naszej znajomości na nowy poziom, bowiem jego dłoń spoczęła na moich pośladkach. Byłam w szoku. Zatrzymałam się, pożegnałam i skierowałam się do swojego pokoju. Weszłam do niego i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Usiadłam na podłodze, wypuściłam Misze z klatki i dosypałam mu trochę jedzenia. Przyglądałam się jego żywemu tuptaniu, usiłując ignorować odgłosy zabawy. To był zły pomysł. Powinnam była się stąd ewakuować na tę jedną noc i spędzić ją w spokoju, po swojemu, bez żadnych zbędnych fajerwerków. Jeżyk biegał sobie obok mnie i co chwila dotykał mnie swoim chłodnym noskiem.
 - Nie pasujemy tu, Misza. Powinniśmy mieszkać sami.
Zwierzątko pozostawiło mnie bez odpowiedzi. Westchnęłam więc, zastanawiając się nad tym, co powinnam teraz zrobić. Ucieczka z mieszkania nie miała sensu. Na dworze było zbyt zimno, a i nie miałam gdzie zatrzymać się na noc. Byłam tam jak w potrzasku, co kompletnie mnie przybiło. Wtem rozległo się pukanie. Myślałam, że to jedna z moich współlokatorek zauważyła moją nieobecność. Zignorowałam to, ale do pukania dołączyła głośna prośba, przebijająca się przez muzykę.
 - Ashley, otwórz, proszę. Tu Dimitrij. Nie uciekaj przed nami.
Zawstydziłam się. Poczułam się głupio, jak małe dziecko. Wstałam, otworzyłam drzwi, wpuszczając do środka tylko Dimę.
 - Przyniosłem ci coś do jedzenia i wodę do picia. Wiem, że nie pijesz alkoholu – uśmiechnął się.
 - Dziękuję – odpowiedziałam i złapałam Miszę.
 - Nie wiedziałem, że masz jeża – usiadł obok mnie, przyglądając się zwierzątku.
Uśmiechnęłam się do chłopaka i wsadziłam Miszę do klatki. Jeżyk pokręcił się jeszcze chwilę po klatce, zjadł coś i schował się w trocinach.
 - Jest uroczy – stwierdził, odstawiając na stolik talerz z kanapkami.
 - Po co przyszedłeś?
 - Zauważyłem, że wyszłaś, kiedy tamten facet zaczął się do ciebie kleić w tańcu.
 - Nic mi nie jest, możesz wracać do reszty.
 - Ale ja nie chcę do nich wracać. Przyszedłem tutaj dzisiaj dla ciebie.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Cholera, czyli te plotki były prawdą. On naprawdę mnie lubi. I jego wypowiedzi jednoznacznie wskazują na to, że coś do mnie czuje. Podobam mu się, jasno mi to dzisiaj wyłożył. Ale ja tego nie odwzajemniam. To jest tylko Dima, kolega ze studiów. Wysoki blondyn o brązowych oczach, który uwielbia się na mnie wyżywać. Jak to się stało, że przy okazji uważa mnie za atrakcyjną?
 - Milczysz – zarzucił mi.
 - Bo nie wiem, co powiedzieć.
 - Że jest ci z tego powodu miło – uśmiechnął się promiennie. – Albo po prostu porozmawiaj ze mną. Tak po prostu.
 - Tak po prostu? – nie chciałam wierzyć w prostotę jego prośby.
Pokiwał głową i przesiadł się na niewielkie łóżko. Dosiadłam się do niego i przysunęłam do nas stolik. Podjadaliśmy kanapki i rozmawialiśmy o wszystkim – uczelni, życiu, znajomych, upodobaniach, naszych hobby, marzeniach. Trochę irytowałam Dimitrija swoją skrytością w tematach dotyczących rodziny, ale nie naciskał na mnie, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Wbrew moim wszelkim obawom, było bardzo sympatycznie, a Dima pokazał, że nie jest zapatrzonym w siebie burakiem. Przegadaliśmy dobrych kilka godzin, bo gdy spojrzałam na zegarek, była prawie północ.
 - Powinniśmy się zbierać na dwór na fajerwerki, jest za pięć – sprowadziłam nas na ziemię.
 - Żartujesz? – sam sprawdził godzinę na swoim telefonie. – Faktycznie, zbieraj się i wychodzimy.
Wyszliśmy z mojego pokoju i wcisnęliśmy się na okupowany przez wszystkich przedpokój. Gdy już udało nam się wyjść na dwór, zauważyliśmy kilka grup ludzi, którzy szykowali się do odliczania ostatnich dziesięciu sekund starego roku. Stanęłam sobie od tego wszystkiego w bezpiecznej odległości, bo zawsze bałam się, że coś może nieopatrznie polecieć w moją stronę. Dimitrij towarzyszył mi jak cień. Objął mnie ramieniem i razem oglądaliśmy kolorowe sztuczne ognie, które raz po raz rozbłyskiwały na czarnym niebie. Chłopaki krążyli między nami, rozdając kieliszki z szampanem, ale odmówiłam.
 - Wracamy? – zapytał Dimitrij, chociaż nie wystrzelaliśmy nawet połowy fajerwerków.
 - Możemy wracać – uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością, bo bardzo zmarzłam.
Dałam mu się odprowadzić do mieszkania pod rękę. Ale zanim wróciliśmy do naszej rozmowy to poszłam do toalety. Dima tymczasem obiecał przynieść nam coś więcej do jedzenia i wzbogacić nasze zapasy napojów. To aż nienaturalne, że tak chętnie spędzam czas z mężczyzną. Chyba to spotkanie z Mattem mnie w jakiś sposób przełamało. Będę musiała mu za to podziękować, kiedy spotkamy się na lotnisku. No właśnie, Matt. Powinnam wysłać mu chociaż wiadomość z życzeniami noworocznymi. Mam nadzieję, że bawi się dobrze w rodzinnym gronie. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze na myśl o siatkarzu i wróciłam do pokoju. Usiadłam obok Dimitrija i podjęliśmy przerwany przed wyjściem wątek. Popijałam przy tym wodę, która zmieniła smak. Początkowo nie zwróciłam na to większej uwagi, ale z czasem zaczęło mi się kręcić w głowie.
 - Chyba źle się czuję – powiedziałam z trudem.
 - Co się dzieje, Ashley? – zapytał, kładąc mnie na łóżku.
 - Wszystko jest jakieś zamazane i trudno mi coś powiedzieć. Woda ma dziwny smak – wybełkotałam.
 - Nic złego się nie dzieje, zaopiekuję się tobą – pogłaskał mnie troskliwie po włosach i zabrał mi szklankę z ręki, żebym jej nie rozbiła.
 - Miałam napisać smsa – czepiłam się tej jednej myśli, która wciąż utrzymywała mnie w stanie przytomności.
 - Co? – Dima był wyraźnie zdziwiony moją walką z nadchodzącym omdleniem.
 - Miałam dać komuś znać, że dobrze się bawię – każde kolejne słowo artykułowało mi się coraz trudniej.
Bez słowa podał mi mój telefon i zniknął mi z pola widzenia. W mojej głowie szalało milion różnych myśli. Bałam się, że to nie jest zwykłe zasłabnięcie. Wyczuwałam podstęp. Byłam prawie pewna, że to Dimitrij coś mi zrobił. Wiadomość do Matta była moją jedyną deską ratunku. Wiedziałam, że nie przybędzie mi na pomoc, ale dawałaby mi pewność, że tej nocy faktycznie działo się ze mną coś niedobrego. Nie potrafiłam trafić w odpowiednie klawisze, więc mój sms nie prezentował się imponująco. Raczej przypominał wiadomość, pisaną po wypiciu zbyt dużej dawki alkoholu.
Wsytkigo najpsfeo q Npwum Roku. Coś zkefo. Pomocy.
Ostatkiem sił udało mi się wysłać to do właściwego odbiorcy. Wyłączyłam telefon, by Dima nie mógł w nim grzebać. Byłam już bliska zaśnięcia, ale jakimś cudem miałam siłę, by zastanowić się nad tym, dlaczego nikt nie wezwał do mnie karetki. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że mój kolega chciał mnie wykorzystać, a ja nie miałam jak się bronić.
 - Wszystko będzie dobrze – wyszeptał tuż przy moim uchu.
Swoimi pocałunkami przemierzył drogę od mojego policzka do dekoltu sukienki. Rozchylił go dłońmi i kontynuował ustami przerwaną czynność. Głos odmówił mi posłuszeństwa, nie potrafiłam krzyknąć, zmusić go do tego, by przestał. Po prostu leżałam pod nim jak kłoda. Dimitrij nic sobie z tego nie robił. Zdjął ze mnie wszystkie ciuchy, po czym sam się rozebrał. Naćpał mnie. Udawał miłego, zdobył moje zaufanie, dosypał mi czegoś i zaraz mnie zgwałci. Mimowolnie się rozpłakałam i zaczęłam dygotać.
 - Nie płacz, nie zrobię ci krzywdy – powiedział, głaszcząc mnie po policzku. – To, co chcę zrobić, jest przyjemnością. Będziesz moja, Ash. Chciałem cię od pierwszej chwili, jak tylko cię zobaczyłem.
Dima wpił się w moje usta, zaczął wpychać mi język między wargi. Odruchowo ugryzłam go w niego.
 - Co ty wyprawiasz?! – spoliczkował mnie.
Patrzyłam na niego półprzytomnym spojrzeniem. Chciałam na niego nakrzyczeć, ale nie mogłam.
 - Weź coś powiedz, do cholery! – złapał mnie za ramiona i zaczął mną potrząsać.
Kolejne łzy ściekały mi po obu policzkach, rozmazując makijaż. Otwierałam usta, ale udawało mi się tylko nabierać kolejne hausty powietrza. Moje struny głosowe nie potrafiły wydać żadnego dźwięku. Wraz z każdym wstrząsem czułam, że niewiele mi brakuje do całkowitego utracenia przytomności. Dimitrij popadał w coraz większą wściekłość. Położył mi swoje dłonie na szyi i zaczął naciskać palcami na tchawicę. W tym samym momencie poczułam, że Dima naprawdę chciał uprawiać ze mną seks. Krztusiłam się, dusiłam, czując ból w klatce piersiowej i tam na dole. Jaka ja byłam naiwna. Dałam się tak łatwo oszukać. I gnój mnie wykorzystał. Chciał mnie zaliczyć i właśnie to robi. Tylko dlaczego to tak boli? On mnie zaraz udusi. Moje życie jest tak beznadziejne, że umrę pod nim – całkowicie naga, odarta z wszelakiej godności. Wyzbywałam się resztki tlenu ze swojego ciała. Czułam, że za moment przestanę istnieć. Wtem ktoś zaczął pukać do drzwi pokoju. Dimitrij odskoczył ode mnie jak oparzony, a do środka ktoś wszedł. Słyszałam krzyki, ale dla mnie były one tylko falą dźwięków o różnej głośności. Po prostu zamknęłam oczy i odeszłam z tego świata.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział piąty

To był trudny poranek. I wcale nie dlatego, że przez pół nocy rozmyślałam o spotkaniu z ostatniego wieczoru. Nie chciało mi się wstawać, bo miałam świadomość, że musiałam wrócić z urlopu do pracy. A jedyne, o czym byłam w stanie myśleć, to kolejne spotkanie z Mattem. No i ten wyjazd do Rzeszowa. Byłam nim podekscytowana do granic możliwości. To miał być mój pierwszy w życiu wyjazd poza Rosję. Westchnęłam głośno i wyszłam spod kołdry. Ubrałam się ciepło, zjadłam śniadanie i wyszłam na zakupy. Dziewczyny zostawiły mi bardzo długą listę, a dokładając kolejne produkty do koszyka, zaczynałam się martwić, jak ja dam radę sama to zabrać do mieszkania. Moje zmartwienia nie okazały się próżne, bo reklamówek wyszło na dwie osoby. Stałam więc bezradnie przed sklepem, próbując jakoś to wszystko złapać i zanieść na raz. Stękałam, siłowałam się, ale to było po prostu niewykonalne. I wtedy usłyszałam dziwnie znajomy głos.
 - Cześć, pozwól, że ci pomogę.
O mało nie wypuściłam reklamówek z rąk. Co on tu robi? Przecież mieszka gdzieś na drugim końcu miasta.
- Dimitrij – wyrwało mi się, kiedy spojrzałam na jego twarz.
 - Nie da się ukryć, że to ja – uśmiechnął się szeroko. – Daj sobie pomóc, przecież nie zabierzesz się z tym wszystkim.
Chciałam odmówić, bo za nim nie przepadałam. Studiowaliśmy razem inżynierię genetyczną, byliśmy nawet w tej samej grupie zajęciowej. Wszyscy mówili po kątach, że Dima jest mną zauroczony i chciałby się ze mną umówić. Ale były to zwykłe pomówienia i nigdy nie brałam ich na poważnie. Gdyby czegoś ode mnie chciał, to chyba by mi o tym powiedział. Zwłaszcza, że nie zachowywał się wobec mnie jak adorator. Raczej jak ktoś, kto za mną nie przepada. Dlaczego chcesz mi pomóc? Jeszcze miesiąc temu zrobiłeś mi awanturę o to, że rzekomo pomieszałam ci probówki w laboratorium. Krzyczałeś, że mnie nienawidzisz i życzysz mi wszystkiego, co najgorsze. A kiedy zgarnęłam stypendium naukowe to przyrzekałeś, że zniszczysz mi życie.
 - Dziękuję, ale dam sobie radę – odpowiedziałam chłodno i ponownie próbowałam chwycić wszystkie torby na raz.
Dimitrij był jednak uparty i zabrał mi większość siatek sprzed nosa. Ponownie posłał mi ciepły, szczery uśmiech, którego nigdy wcześniej od niego nie doświadczyłam. Wiedziałam, że bez jego pomocy nie uda mi się donieść tego wszystkiego, więc w milczeniu ruszyłam przed siebie, mecząc się nie miłosiernie.
Przeszliśmy całą trasę w milczeniu. Dopiero, gdy dotarliśmy już do mieszkania i odstawiliśmy zakupy na podłogę, Dima rozpoczął rozmowę.
 - Ash, naprawdę głupio wyszło z tym, że ostatnio tak na ciebie nakrzyczałem.
 - Nie ma sprawy – ucięłam temat, bo nie miałam ochoty tego wysłuchiwać. – Nic się nie stało, zapomnijmy o tym.
 - Ale mnie jest naprawdę z tym źle – wyraźnie posmutniał. – A jeszcze gorzej czuję się z tym, że ci groziłem. Ashley, przepraszam.
Dyskretnie przewróciłam oczami i przytuliłam go delikatnie na znak przyjęcia przeprosin.
 - Serio, nie mam ci tego za złe. Dałeś się ponieść emocjom i to tyle.
Chciałam go puścić, ale Dimitrij zamknął mnie w mocnym uścisku. Tego się nie spodziewałam. Może ktoś go podmienił, albo przysłał tu swojego bliźniaka? Przecież on jest wobec wszystkich bezwzględny i zawsze był wredny. A tu taka uczuciowość, w dodatku szczera. Może te plotki były prawdą i on faktycznie się we mnie podkochuje? Chrząknęłam głośno, dając mu do zrozumienia, że już wystarczy tego niespodziewanego zbliżenia.
 - Tak, to ja będę wychodził – rzucił, wyraźnie zmieszany.
 - Dzięki za pomoc.
Dima pożegnał się i wyszedł. Ja tymczasem przeniosłam wszystko do kuchni i zabrałam się za rozpakowywanie zakupów. W połowie tej czynności usłyszałam, że ktoś otworzył drzwi mieszkania i wszedł do środka.
 - Jest tu ktoś? – zapytała Lena.
 - Jestem w kuchni! – odkrzyknęłam, wkładając mleko do lodówki.
 - Ashley, jak dobrze, że jesteś, musimy porozmawiać.
 - Czy coś się stało? – nie ukrywałam swojego zaniepokojenia.
 - To nic złego, spokojnie – uśmiechnęła się, błyskając aparatem na zęby. – Po prostu chciałam, żebyś nie uciekała nigdzie w sylwestra i spędziła tę noc z nami. Przyjdzie trochę ludzi, będzie fajna zabawa.
 - No nie wiem – mruknęłam.
 - Nie daj się prosić – przeszła na błagalny ton. – Całe życie się uczysz i pracujesz. Zasługujesz na chwilę rozrywki, szaleństwa. Potańczysz, coś wypijesz. Może nawet poznasz jakiegoś fajnego chłopaka – szturchnęła mnie łokciem.
 - Wiesz, że nie mam czasu na jakieś miłostki.
 - A kto tu mówi o miłostkach, Ash – uśmiechnęła się szeroko. – Jednorazowy seks też jest wyjściem. Totalnie bez zobowiązań – mrugnęła do mnie, dumna ze swojej rady.
 - I ty tak na poważnie? – nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam.
 - No pewnie. Sama mam zamiar się o coś takiego pokusić – z każdą sekundą jej twarz promieniała coraz bardziej.
 - Nie skorzystam – chciałam uciąć tym stwierdzeniem temat, ale Lena uparcie drążyła sprawę.
 - Dlaczego?
 - Nie tak chcę przeżyć swój pierwszy raz.
Lena zamilkła. Ja za to w spokoju porozstawiałam resztę zakupów. Gdy składałam reklamówki, brunetka zaśmiała się głośno.
 - Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że w tym wieku nadal jesteś dziewicą? – ledwo łapała powietrze między wyrazami, tak bardzo ją to bawiło.
 - Nie widzę w tym niczego zabawnego.
 - Przepraszam – uspokoiła się. – Nie sądziłam, że mówisz na poważnie. To raczej mało spodziewane, że dziewczyny w twoim wieku jeszcze tego nie robiły.
 - Najpierw trzeba mieć z kim i posiadać chęci. A ja nie mam ani jednego, ani drugiego – minęłam Lenę i skierowałam się do swojego pokoju.
 - Ale zostaniesz na sylwestra? – krzyknęła za mną.
Odpowiedział jej trzask moim drzwi. Położyłam się na łóżku i spojrzałam na zegarek. Za dwie godziny wychodzę do pracy. Powinnam zacząć się zbierać. Leżałam jeszcze przez chwilę po czym przebrałam się, ogarnęłam i pobawiłam przez chwilę z Miszą. Potem wyszłam z mieszkania na dokuczliwy mróz.
Gdy tak szłam przez zaśnieżone chodniki, rozmyślałam o swojej rozmowie z Leną. Jakże miło z jej strony, że mnie wyśmiała. Kocham ją jak siostrę, ale tego się po niej nie spodziewałam. Widać, ona po mnie takich wieści też nie. Ale czy ja wyglądam na kogoś, kto ma już swój pierwszy raz za sobą? Nie jestem jakaś przebojowa, śmiała i otwarta. Wręcz przeciwnie. Fakt, brzydka nie jestem i może mogę się komuś podobać, ale… Nie, to przerasta moje postrzeganie świata. Ja po prostu nie łączę się w ten sposób z nikim. Nie, że uważam to za obrzydliwe. Po prostu zawsze widzę siebie jako osobę samotną. No, z moim Miszą. I za nic nie potrafię wyzbyć się tej wizji przyszłości ze swojej głowy. Ot, nie jest mi pisane życie z kimś. Może to i lepiej, biorąc po uwagę kierunek, który chcę obrać? Bycie neurochirurgiem lub genetykiem nie jest łatwą pracą. Wymaga dużej ilości czasu, dyspozycyjności, poświęcenia. O to wszystko jest łatwiej, kiedy nie ma się rodziny. Mnie będzie łatwiej niż innym, by prowadzić taki tryb życia. Może to właśnie dlatego nie mam rodziny? Bo byłam predystynowana do pracy w takich zawodach? Dobrze jest w to wierzyć, bo wtedy ta cała pustka nabiera sensu. Sensu, którego tak naprawdę nie ma. Bo ja się tylko oszukuję. Ech… Spacery na mrozie zawsze wzbudzają we mnie nostalgiczny pesymizm. Powinnam zaprzestać myślenia, zwłaszcza w takich chwilach. Od dalszego błądzenia po ścieżkach własnego umysłu uwolnił mnie fakt, że doszłam do hotelu, w którym pracowałam. Weszłam do środka drzwiami dla personelu, przebrałam się w roboczy strój i zabrałam się do pracy, która niesamowicie mi się dłużyła. Chyba rozleniwiłam się przez te kilka dni wolnego. Ale pewnie za dwa dni znowu wejdę w swój zwyczajowy rytm i wszystko będzie jak zawsze. I tak upływały mi kolejne godziny. Pokój za pokojem. Piętro za piętrem. Aż wreszcie mogłam zejść na dół, zjeść kanapkę podczas przerwy i wrócić do sprzątania. Po kolejnych trzech godzinach byłam wolna. Przebrałam się w swoje ciuchy i wyruszyłam w drogę powrotną do domu. Zeszło mi to dłużej niż zwykle, bo na dworze panowała okropna zawierucha, wciskająca mi padający śnieg w twarz. Ale jakimś cudem dotarłam do mieszkania przed godziną 20.
 - To jak z tym sylwestrem? – od progu zaatakowała mnie Lena.
 - Nie wiem, jak zostanę i nigdzie nie ucieknę, to chyba będzie to jednoznaczna odpowiedź – odburknęłam, ściągając płaszcz. – Miałaś przyjechać pod koniec grudnia, co się zmieniło?
 - Pokłóciłam się z rodzicami, bo poskąpili mi kasy na sukienki – odpowiedziała obrażonym głosem.
Mruknęłam coś w odpowiedzi i poszłam do swojego pokoju. Dla niej tragedią jest mała kwota pieniędzy od rodziców na kapryśne wydatki. Ja nie mogę realizować żadnej ze swoich zachcianek. Czyżby kwestia wychowania? Zapewne, ale ona była wychowywana w taki a nie inny sposób. Nie zna takiego życia, jakie dla mnie stanowi normalność. Rzuciłam się na łóżko, by zebrać w sobie siłę na szybki prysznic. Sięgnęłam po telefon, na którym czekały na mnie dwie wiadomości od Matta.
Zaraz rusza mój samolot z Moskwy do Buffalo. Baw się dobrze w sylwestra : )

Jak dolecę to dam znać. Do Kazania wracam 2 stycznia. Razem polecimy do Rzeszowa ; )
Serce zabiło mi nieco mocniej, kiedy przeczytałam obie wiadomości. Mimowolnie też uśmiechnęłam się do ekranu komórki. Dlaczego on tak bardzo poprawia mi humor głupimi smsami? To jest aż nielogiczne. Nigdy nie przydarzyło mi się coś podobnego. Co się ze mną dzieje? Przecież nie uwierzę w to, że jedna znajomość tak bardzo wpłynęła na zmianę mojej osobowości. Ziewnęłam i zdecydowałam, że to pora na kąpiel. Pomoczyłam się w wannie przez dobre dwie godziny i rozmyślałam przy tym o całym roku, który miał się wkrótce zakończyć. Z powodzeniem studiuję na dwóch kierunkach. Bardzo trudnych i wymagających, pochłaniających mnóstwo czasu. Na obu mam najwyższe średnie i dostaję stypendium. Do tego pracuję. Czy jestem szczęśliwa ze swojego życia? Chyba tak. Może to wydawać się dziwne i absurdalne, ale tak, jestem zadowolona ze swojego życia. Wreszcie jest ono w miarę stabilne, a przecież niczego więcej nie oczekuję. Przecież mnie do pełni szczęścia wystarczy to, że kiedyś będę miała swoje własne małe mieszkanko. I to tyle, taki jest mój cel w życiu – mieć swoje własne miejsce na ziemi. Może kiedyś się uda, może nie. Zobaczymy, co przyniesie mi przyszłość, ale zrobię wszystko, byle moje marzenie się spełniło. Z takim przekonaniem wyszłam z wanny i ubrałam się w ciepłą pidżamę. Wróciłam do swojego pokoju, weszłam po kołdrę i przysunęłam do siebie klatkę Miszy.
 - Jeżyku, powiedz mi, że wszystko się ułoży i uda mi się spełnić moje marzenie.
Misza potuptał trochę wokół swojego domku, posmyrał noskiem mój palec i poszedł spać, okopując się najpierw trocinami.
 - Na ciebie zawsze mogę liczyć – westchnęłam, dając zwierzaczkowi spokój.
Ułożyłam się wygodnie na materacu i sięgnęłam po telefon, by odpisać Mattowi na wiadomości.
Ty też baw się dobrze w gronie rodzinnym. Doleć i wróć bezpiecznie : )
Odłożyłam komórkę na bok i zgasiłam lampkę, pogrążając pokój w ciemnościach. Wiatr świszczał między nieszczelnymi okiennicami, wirujące płatki śniegu przyklejały się do szyb, a światło latarń nieśmiało oświetlało parapety w moim pokoju. Magiczna zimowa atmosfera. Tylko dlaczego ja tego nie czułam? Może dlatego, że już z tego wyrosłam? A może dlatego, że narastał we mnie niepokój, którego źródła nie potrafiłam wówczas zidentyfikować. Coś zaburzyło ten mój wewnętrzny spokój oraz monotonię. Coś lub ktoś. Podejrzewałam to nagłe spotkanie z Dimitrijem. Miałam dziwne przeczucie, że szybko spotkamy się ponownie. Że jego obecność w sklepie nie była dziełem przypadku. Byłam prawie pewna, że on tam na mnie czekał, bo wiedział, że tam będę. Tylko moje współlokatorki mogły posiadać wiedzę na temat tego, kiedy mam zamiar pójść na zakupy. Czyżby któraś z nich maczała w tym palce? Sama już nie wiem. Mój mózg wariuje, a ja niepotrzebnie wpadam w paranoję, doszukując się na siłę teorii spiskowych tam, gdzie absolutnie ich nie ma. Idź spać, Ashley. Z wiekiem wymyślasz coraz bardziej absurdalne historyjki. Przewróciłam się na lewy bok, mocniej otulając kołdrą. Zamknęłam oczy i zaczęłam odliczać od 200 w dół. Dopiero przy ostatniej dziesiątce udało mi się zasnąć.