To
był trudny poranek. I wcale nie dlatego, że przez pół nocy rozmyślałam o
spotkaniu z ostatniego wieczoru. Nie chciało mi się wstawać, bo miałam
świadomość, że musiałam wrócić z urlopu do pracy. A jedyne, o czym byłam w
stanie myśleć, to kolejne spotkanie z Mattem. No i ten wyjazd do Rzeszowa.
Byłam nim podekscytowana do granic możliwości. To miał być mój pierwszy w życiu
wyjazd poza Rosję. Westchnęłam głośno i wyszłam spod kołdry. Ubrałam się
ciepło, zjadłam śniadanie i wyszłam na zakupy. Dziewczyny zostawiły mi bardzo
długą listę, a dokładając kolejne produkty do koszyka, zaczynałam się martwić,
jak ja dam radę sama to zabrać do mieszkania. Moje zmartwienia nie okazały się
próżne, bo reklamówek wyszło na dwie osoby. Stałam więc bezradnie przed
sklepem, próbując jakoś to wszystko złapać i zanieść na raz. Stękałam,
siłowałam się, ale to było po prostu niewykonalne. I wtedy usłyszałam dziwnie
znajomy głos.
- Cześć, pozwól, że ci pomogę.
O
mało nie wypuściłam reklamówek z rąk. Co
on tu robi? Przecież mieszka gdzieś na drugim końcu miasta.
- Dimitrij
– wyrwało mi się, kiedy spojrzałam na jego twarz.
- Nie da się ukryć, że to ja – uśmiechnął się
szeroko. – Daj sobie pomóc, przecież nie zabierzesz się z tym wszystkim.
Chciałam
odmówić, bo za nim nie przepadałam. Studiowaliśmy razem inżynierię genetyczną,
byliśmy nawet w tej samej grupie zajęciowej. Wszyscy mówili po kątach, że Dima
jest mną zauroczony i chciałby się ze mną umówić. Ale były to zwykłe pomówienia
i nigdy nie brałam ich na poważnie. Gdyby czegoś ode mnie chciał, to chyba by
mi o tym powiedział. Zwłaszcza, że nie zachowywał się wobec mnie jak adorator.
Raczej jak ktoś, kto za mną nie przepada. Dlaczego
chcesz mi pomóc? Jeszcze miesiąc temu zrobiłeś mi awanturę o to, że rzekomo
pomieszałam ci probówki w laboratorium. Krzyczałeś, że mnie nienawidzisz i
życzysz mi wszystkiego, co najgorsze. A kiedy zgarnęłam stypendium naukowe to
przyrzekałeś, że zniszczysz mi życie.
- Dziękuję, ale dam sobie radę – odpowiedziałam
chłodno i ponownie próbowałam chwycić wszystkie torby na raz.
Dimitrij
był jednak uparty i zabrał mi większość siatek sprzed nosa. Ponownie posłał mi
ciepły, szczery uśmiech, którego nigdy wcześniej od niego nie doświadczyłam. Wiedziałam,
że bez jego pomocy nie uda mi się donieść tego wszystkiego, więc w milczeniu
ruszyłam przed siebie, mecząc się nie miłosiernie.
Przeszliśmy
całą trasę w milczeniu. Dopiero, gdy dotarliśmy już do mieszkania i
odstawiliśmy zakupy na podłogę, Dima rozpoczął rozmowę.
- Ash, naprawdę głupio wyszło z tym, że
ostatnio tak na ciebie nakrzyczałem.
- Nie ma sprawy – ucięłam temat, bo nie miałam
ochoty tego wysłuchiwać. – Nic się nie stało, zapomnijmy o tym.
- Ale mnie jest naprawdę z tym źle – wyraźnie
posmutniał. – A jeszcze gorzej czuję się z tym, że ci groziłem. Ashley,
przepraszam.
Dyskretnie
przewróciłam oczami i przytuliłam go delikatnie na znak przyjęcia przeprosin.
- Serio, nie mam ci tego za złe. Dałeś się
ponieść emocjom i to tyle.
Chciałam
go puścić, ale Dimitrij zamknął mnie w mocnym uścisku. Tego się nie spodziewałam. Może ktoś go podmienił, albo przysłał tu
swojego bliźniaka? Przecież on jest wobec wszystkich bezwzględny i zawsze był
wredny. A tu taka uczuciowość, w dodatku szczera. Może te plotki były prawdą i
on faktycznie się we mnie podkochuje? Chrząknęłam głośno, dając mu do
zrozumienia, że już wystarczy tego niespodziewanego zbliżenia.
- Tak, to ja będę wychodził – rzucił, wyraźnie
zmieszany.
- Dzięki za pomoc.
Dima
pożegnał się i wyszedł. Ja tymczasem przeniosłam wszystko do kuchni i zabrałam
się za rozpakowywanie zakupów. W połowie tej czynności usłyszałam, że ktoś
otworzył drzwi mieszkania i wszedł do środka.
- Jest tu ktoś? – zapytała Lena.
- Jestem w kuchni! – odkrzyknęłam, wkładając
mleko do lodówki.
- Ashley, jak dobrze, że jesteś, musimy
porozmawiać.
- Czy coś się stało? – nie ukrywałam swojego
zaniepokojenia.
- To nic złego, spokojnie – uśmiechnęła się,
błyskając aparatem na zęby. – Po prostu chciałam, żebyś nie uciekała nigdzie w
sylwestra i spędziła tę noc z nami. Przyjdzie trochę ludzi, będzie fajna
zabawa.
- No nie wiem – mruknęłam.
- Nie daj się prosić – przeszła na błagalny
ton. – Całe życie się uczysz i pracujesz. Zasługujesz na chwilę rozrywki,
szaleństwa. Potańczysz, coś wypijesz. Może nawet poznasz jakiegoś fajnego
chłopaka – szturchnęła mnie łokciem.
- Wiesz, że nie mam czasu na jakieś miłostki.
- A kto tu mówi o miłostkach, Ash –
uśmiechnęła się szeroko. – Jednorazowy seks też jest wyjściem. Totalnie bez
zobowiązań – mrugnęła do mnie, dumna ze swojej rady.
- I ty tak na poważnie? – nie mogłam uwierzyć
w to, co właśnie usłyszałam.
- No pewnie. Sama mam zamiar się o coś takiego
pokusić – z każdą sekundą jej twarz promieniała coraz bardziej.
- Nie skorzystam – chciałam uciąć tym stwierdzeniem
temat, ale Lena uparcie drążyła sprawę.
- Dlaczego?
- Nie tak chcę przeżyć swój pierwszy raz.
Lena
zamilkła. Ja za to w spokoju porozstawiałam resztę zakupów. Gdy składałam
reklamówki, brunetka zaśmiała się głośno.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że w tym
wieku nadal jesteś dziewicą? – ledwo łapała powietrze między wyrazami, tak
bardzo ją to bawiło.
- Nie widzę w tym niczego zabawnego.
- Przepraszam – uspokoiła się. – Nie sądziłam,
że mówisz na poważnie. To raczej mało spodziewane, że dziewczyny w twoim wieku jeszcze
tego nie robiły.
- Najpierw trzeba mieć z kim i posiadać chęci.
A ja nie mam ani jednego, ani drugiego – minęłam Lenę i skierowałam się do
swojego pokoju.
- Ale zostaniesz na sylwestra? – krzyknęła za
mną.
Odpowiedział
jej trzask moim drzwi. Położyłam się na łóżku i spojrzałam na zegarek. Za dwie godziny wychodzę do pracy. Powinnam
zacząć się zbierać. Leżałam jeszcze przez chwilę po czym przebrałam się,
ogarnęłam i pobawiłam przez chwilę z Miszą. Potem wyszłam z mieszkania na
dokuczliwy mróz.
Gdy
tak szłam przez zaśnieżone chodniki, rozmyślałam o swojej rozmowie z Leną. Jakże miło z jej strony, że mnie wyśmiała.
Kocham ją jak siostrę, ale tego się po niej nie spodziewałam. Widać, ona po
mnie takich wieści też nie. Ale czy ja wyglądam na kogoś, kto ma już swój
pierwszy raz za sobą? Nie jestem jakaś przebojowa, śmiała i otwarta. Wręcz
przeciwnie. Fakt, brzydka nie jestem i może mogę się komuś podobać, ale… Nie,
to przerasta moje postrzeganie świata. Ja po prostu nie łączę się w ten sposób
z nikim. Nie, że uważam to za obrzydliwe. Po prostu zawsze widzę siebie jako osobę
samotną. No, z moim Miszą. I za nic nie potrafię wyzbyć się tej wizji
przyszłości ze swojej głowy. Ot, nie jest mi pisane życie z kimś. Może to i
lepiej, biorąc po uwagę kierunek, który chcę obrać? Bycie neurochirurgiem lub
genetykiem nie jest łatwą pracą. Wymaga dużej ilości czasu, dyspozycyjności,
poświęcenia. O to wszystko jest łatwiej, kiedy nie ma się rodziny. Mnie będzie
łatwiej niż innym, by prowadzić taki tryb życia. Może to właśnie dlatego nie
mam rodziny? Bo byłam predystynowana do pracy w takich zawodach? Dobrze jest w
to wierzyć, bo wtedy ta cała pustka nabiera sensu. Sensu, którego tak naprawdę
nie ma. Bo ja się tylko oszukuję. Ech… Spacery na mrozie zawsze wzbudzają we
mnie nostalgiczny pesymizm. Powinnam zaprzestać myślenia, zwłaszcza w takich
chwilach. Od dalszego błądzenia po ścieżkach własnego umysłu uwolnił mnie
fakt, że doszłam do hotelu, w którym pracowałam. Weszłam do środka drzwiami dla
personelu, przebrałam się w roboczy strój i zabrałam się do pracy, która
niesamowicie mi się dłużyła. Chyba
rozleniwiłam się przez te kilka dni wolnego. Ale pewnie za dwa dni znowu wejdę
w swój zwyczajowy rytm i wszystko będzie jak zawsze. I tak upływały mi
kolejne godziny. Pokój za pokojem. Piętro za piętrem. Aż wreszcie mogłam zejść
na dół, zjeść kanapkę podczas przerwy i wrócić do sprzątania. Po kolejnych
trzech godzinach byłam wolna. Przebrałam się w swoje ciuchy i wyruszyłam w
drogę powrotną do domu. Zeszło mi to dłużej niż zwykle, bo na dworze panowała
okropna zawierucha, wciskająca mi padający śnieg w twarz. Ale jakimś cudem
dotarłam do mieszkania przed godziną 20.
- To jak z tym sylwestrem? – od progu
zaatakowała mnie Lena.
- Nie wiem, jak zostanę i nigdzie nie ucieknę,
to chyba będzie to jednoznaczna odpowiedź – odburknęłam, ściągając płaszcz. –
Miałaś przyjechać pod koniec grudnia, co się zmieniło?
- Pokłóciłam się z rodzicami, bo poskąpili mi
kasy na sukienki – odpowiedziała obrażonym głosem.
Mruknęłam
coś w odpowiedzi i poszłam do swojego pokoju. Dla niej tragedią jest mała kwota pieniędzy od rodziców na kapryśne
wydatki. Ja nie mogę realizować żadnej ze swoich zachcianek. Czyżby kwestia
wychowania? Zapewne, ale ona była wychowywana w taki a nie inny sposób. Nie zna
takiego życia, jakie dla mnie stanowi normalność. Rzuciłam się na łóżko, by
zebrać w sobie siłę na szybki prysznic. Sięgnęłam po telefon, na którym czekały
na mnie dwie wiadomości od Matta.
Zaraz
rusza mój samolot z Moskwy do Buffalo. Baw się dobrze w sylwestra : )
Jak
dolecę to dam znać. Do Kazania wracam 2 stycznia. Razem polecimy do Rzeszowa ;
)
Serce
zabiło mi nieco mocniej, kiedy przeczytałam obie wiadomości. Mimowolnie też
uśmiechnęłam się do ekranu komórki. Dlaczego
on tak bardzo poprawia mi humor głupimi smsami? To jest aż nielogiczne. Nigdy
nie przydarzyło mi się coś podobnego. Co się ze mną dzieje? Przecież nie
uwierzę w to, że jedna znajomość tak bardzo wpłynęła na zmianę mojej
osobowości. Ziewnęłam i zdecydowałam, że to pora na kąpiel. Pomoczyłam się
w wannie przez dobre dwie godziny i rozmyślałam przy tym o całym roku, który
miał się wkrótce zakończyć. Z powodzeniem
studiuję na dwóch kierunkach. Bardzo trudnych i wymagających, pochłaniających
mnóstwo czasu. Na obu mam najwyższe średnie i dostaję stypendium. Do tego
pracuję. Czy jestem szczęśliwa ze swojego życia? Chyba tak. Może to wydawać się
dziwne i absurdalne, ale tak, jestem zadowolona ze swojego życia. Wreszcie jest
ono w miarę stabilne, a przecież niczego więcej nie oczekuję. Przecież mnie do
pełni szczęścia wystarczy to, że kiedyś będę miała swoje własne małe
mieszkanko. I to tyle, taki jest mój cel w życiu – mieć swoje własne miejsce na
ziemi. Może kiedyś się uda, może nie. Zobaczymy, co przyniesie mi przyszłość,
ale zrobię wszystko, byle moje marzenie się spełniło. Z takim przekonaniem
wyszłam z wanny i ubrałam się w ciepłą pidżamę. Wróciłam do swojego pokoju,
weszłam po kołdrę i przysunęłam do siebie klatkę Miszy.
- Jeżyku, powiedz mi, że wszystko się ułoży i
uda mi się spełnić moje marzenie.
Misza
potuptał trochę wokół swojego domku, posmyrał noskiem mój palec i poszedł spać,
okopując się najpierw trocinami.
- Na ciebie zawsze mogę liczyć – westchnęłam,
dając zwierzaczkowi spokój.
Ułożyłam
się wygodnie na materacu i sięgnęłam po telefon, by odpisać Mattowi na
wiadomości.
Ty
też baw się dobrze w gronie rodzinnym. Doleć i wróć bezpiecznie : )
Odłożyłam komórkę na bok i zgasiłam lampkę, pogrążając
pokój w ciemnościach. Wiatr świszczał między nieszczelnymi okiennicami,
wirujące płatki śniegu przyklejały się do szyb, a światło latarń nieśmiało
oświetlało parapety w moim pokoju. Magiczna zimowa atmosfera. Tylko dlaczego ja
tego nie czułam? Może dlatego, że już z tego wyrosłam? A może dlatego, że
narastał we mnie niepokój, którego źródła nie potrafiłam wówczas
zidentyfikować. Coś zaburzyło ten mój wewnętrzny spokój oraz monotonię. Coś lub
ktoś. Podejrzewałam to nagłe spotkanie z Dimitrijem. Miałam dziwne przeczucie,
że szybko spotkamy się ponownie. Że jego obecność w sklepie nie była dziełem
przypadku. Byłam prawie pewna, że on tam na mnie czekał, bo wiedział, że tam
będę. Tylko moje współlokatorki mogły posiadać wiedzę na temat tego, kiedy mam
zamiar pójść na zakupy. Czyżby któraś z
nich maczała w tym palce? Sama już nie wiem. Mój mózg wariuje, a ja
niepotrzebnie wpadam w paranoję, doszukując się na siłę teorii spiskowych tam,
gdzie absolutnie ich nie ma. Idź spać, Ashley. Z wiekiem wymyślasz coraz
bardziej absurdalne historyjki. Przewróciłam się na lewy bok, mocniej
otulając kołdrą. Zamknęłam oczy i zaczęłam odliczać od 200 w dół. Dopiero przy
ostatniej dziesiątce udało mi się zasnąć.
Biedna ta Ash, tyle tych zakupów musiała kupić. Fajnie, że ten koleś jej pomógł, bo sama by tego z pewnością nie zaniosła do domu, ale gość mi śmierdzi, totalnie. To faktycznie podejrzane, że nagle jest w stosunku do niej taki miły, skoro tak bardzo jej niby nienawidzi i życzył jej wszystkiego najgorszego. Mam nadzieję, że on się tu więcej nie pojawi, o.
OdpowiedzUsuńAshley ma rację, że nie zgadza się na propozycję swojej koleżanki na jednorazowy seks. Zwłaszcza, jeśli to miałby być jej pierwszy raz. Ma rację, to trzeba przeżyć w inny, przyjemniejszy sposób. A o takich jednorazowych numerkach mam wyrobione zdanie i nie jest ono pozytywne.
Mefju taki kochany, że do niej pisze. Nie mogę się doczekać, aż polecą razem do Rzeszowa. :) Ona przy nim też robi się milsza, zdecydowanie. Lubię taką miłą Ash i uwielbiam Mefju w tym opowiadaniu, taktaktak.
JEŻYK <33
Kocham go w każdym rozdziale, w tym także. Jest idealny.
Siostro, kup mi takiego.
Kocham Cię. <3 :*