poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział piąty

To był trudny poranek. I wcale nie dlatego, że przez pół nocy rozmyślałam o spotkaniu z ostatniego wieczoru. Nie chciało mi się wstawać, bo miałam świadomość, że musiałam wrócić z urlopu do pracy. A jedyne, o czym byłam w stanie myśleć, to kolejne spotkanie z Mattem. No i ten wyjazd do Rzeszowa. Byłam nim podekscytowana do granic możliwości. To miał być mój pierwszy w życiu wyjazd poza Rosję. Westchnęłam głośno i wyszłam spod kołdry. Ubrałam się ciepło, zjadłam śniadanie i wyszłam na zakupy. Dziewczyny zostawiły mi bardzo długą listę, a dokładając kolejne produkty do koszyka, zaczynałam się martwić, jak ja dam radę sama to zabrać do mieszkania. Moje zmartwienia nie okazały się próżne, bo reklamówek wyszło na dwie osoby. Stałam więc bezradnie przed sklepem, próbując jakoś to wszystko złapać i zanieść na raz. Stękałam, siłowałam się, ale to było po prostu niewykonalne. I wtedy usłyszałam dziwnie znajomy głos.
 - Cześć, pozwól, że ci pomogę.
O mało nie wypuściłam reklamówek z rąk. Co on tu robi? Przecież mieszka gdzieś na drugim końcu miasta.
- Dimitrij – wyrwało mi się, kiedy spojrzałam na jego twarz.
 - Nie da się ukryć, że to ja – uśmiechnął się szeroko. – Daj sobie pomóc, przecież nie zabierzesz się z tym wszystkim.
Chciałam odmówić, bo za nim nie przepadałam. Studiowaliśmy razem inżynierię genetyczną, byliśmy nawet w tej samej grupie zajęciowej. Wszyscy mówili po kątach, że Dima jest mną zauroczony i chciałby się ze mną umówić. Ale były to zwykłe pomówienia i nigdy nie brałam ich na poważnie. Gdyby czegoś ode mnie chciał, to chyba by mi o tym powiedział. Zwłaszcza, że nie zachowywał się wobec mnie jak adorator. Raczej jak ktoś, kto za mną nie przepada. Dlaczego chcesz mi pomóc? Jeszcze miesiąc temu zrobiłeś mi awanturę o to, że rzekomo pomieszałam ci probówki w laboratorium. Krzyczałeś, że mnie nienawidzisz i życzysz mi wszystkiego, co najgorsze. A kiedy zgarnęłam stypendium naukowe to przyrzekałeś, że zniszczysz mi życie.
 - Dziękuję, ale dam sobie radę – odpowiedziałam chłodno i ponownie próbowałam chwycić wszystkie torby na raz.
Dimitrij był jednak uparty i zabrał mi większość siatek sprzed nosa. Ponownie posłał mi ciepły, szczery uśmiech, którego nigdy wcześniej od niego nie doświadczyłam. Wiedziałam, że bez jego pomocy nie uda mi się donieść tego wszystkiego, więc w milczeniu ruszyłam przed siebie, mecząc się nie miłosiernie.
Przeszliśmy całą trasę w milczeniu. Dopiero, gdy dotarliśmy już do mieszkania i odstawiliśmy zakupy na podłogę, Dima rozpoczął rozmowę.
 - Ash, naprawdę głupio wyszło z tym, że ostatnio tak na ciebie nakrzyczałem.
 - Nie ma sprawy – ucięłam temat, bo nie miałam ochoty tego wysłuchiwać. – Nic się nie stało, zapomnijmy o tym.
 - Ale mnie jest naprawdę z tym źle – wyraźnie posmutniał. – A jeszcze gorzej czuję się z tym, że ci groziłem. Ashley, przepraszam.
Dyskretnie przewróciłam oczami i przytuliłam go delikatnie na znak przyjęcia przeprosin.
 - Serio, nie mam ci tego za złe. Dałeś się ponieść emocjom i to tyle.
Chciałam go puścić, ale Dimitrij zamknął mnie w mocnym uścisku. Tego się nie spodziewałam. Może ktoś go podmienił, albo przysłał tu swojego bliźniaka? Przecież on jest wobec wszystkich bezwzględny i zawsze był wredny. A tu taka uczuciowość, w dodatku szczera. Może te plotki były prawdą i on faktycznie się we mnie podkochuje? Chrząknęłam głośno, dając mu do zrozumienia, że już wystarczy tego niespodziewanego zbliżenia.
 - Tak, to ja będę wychodził – rzucił, wyraźnie zmieszany.
 - Dzięki za pomoc.
Dima pożegnał się i wyszedł. Ja tymczasem przeniosłam wszystko do kuchni i zabrałam się za rozpakowywanie zakupów. W połowie tej czynności usłyszałam, że ktoś otworzył drzwi mieszkania i wszedł do środka.
 - Jest tu ktoś? – zapytała Lena.
 - Jestem w kuchni! – odkrzyknęłam, wkładając mleko do lodówki.
 - Ashley, jak dobrze, że jesteś, musimy porozmawiać.
 - Czy coś się stało? – nie ukrywałam swojego zaniepokojenia.
 - To nic złego, spokojnie – uśmiechnęła się, błyskając aparatem na zęby. – Po prostu chciałam, żebyś nie uciekała nigdzie w sylwestra i spędziła tę noc z nami. Przyjdzie trochę ludzi, będzie fajna zabawa.
 - No nie wiem – mruknęłam.
 - Nie daj się prosić – przeszła na błagalny ton. – Całe życie się uczysz i pracujesz. Zasługujesz na chwilę rozrywki, szaleństwa. Potańczysz, coś wypijesz. Może nawet poznasz jakiegoś fajnego chłopaka – szturchnęła mnie łokciem.
 - Wiesz, że nie mam czasu na jakieś miłostki.
 - A kto tu mówi o miłostkach, Ash – uśmiechnęła się szeroko. – Jednorazowy seks też jest wyjściem. Totalnie bez zobowiązań – mrugnęła do mnie, dumna ze swojej rady.
 - I ty tak na poważnie? – nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam.
 - No pewnie. Sama mam zamiar się o coś takiego pokusić – z każdą sekundą jej twarz promieniała coraz bardziej.
 - Nie skorzystam – chciałam uciąć tym stwierdzeniem temat, ale Lena uparcie drążyła sprawę.
 - Dlaczego?
 - Nie tak chcę przeżyć swój pierwszy raz.
Lena zamilkła. Ja za to w spokoju porozstawiałam resztę zakupów. Gdy składałam reklamówki, brunetka zaśmiała się głośno.
 - Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że w tym wieku nadal jesteś dziewicą? – ledwo łapała powietrze między wyrazami, tak bardzo ją to bawiło.
 - Nie widzę w tym niczego zabawnego.
 - Przepraszam – uspokoiła się. – Nie sądziłam, że mówisz na poważnie. To raczej mało spodziewane, że dziewczyny w twoim wieku jeszcze tego nie robiły.
 - Najpierw trzeba mieć z kim i posiadać chęci. A ja nie mam ani jednego, ani drugiego – minęłam Lenę i skierowałam się do swojego pokoju.
 - Ale zostaniesz na sylwestra? – krzyknęła za mną.
Odpowiedział jej trzask moim drzwi. Położyłam się na łóżku i spojrzałam na zegarek. Za dwie godziny wychodzę do pracy. Powinnam zacząć się zbierać. Leżałam jeszcze przez chwilę po czym przebrałam się, ogarnęłam i pobawiłam przez chwilę z Miszą. Potem wyszłam z mieszkania na dokuczliwy mróz.
Gdy tak szłam przez zaśnieżone chodniki, rozmyślałam o swojej rozmowie z Leną. Jakże miło z jej strony, że mnie wyśmiała. Kocham ją jak siostrę, ale tego się po niej nie spodziewałam. Widać, ona po mnie takich wieści też nie. Ale czy ja wyglądam na kogoś, kto ma już swój pierwszy raz za sobą? Nie jestem jakaś przebojowa, śmiała i otwarta. Wręcz przeciwnie. Fakt, brzydka nie jestem i może mogę się komuś podobać, ale… Nie, to przerasta moje postrzeganie świata. Ja po prostu nie łączę się w ten sposób z nikim. Nie, że uważam to za obrzydliwe. Po prostu zawsze widzę siebie jako osobę samotną. No, z moim Miszą. I za nic nie potrafię wyzbyć się tej wizji przyszłości ze swojej głowy. Ot, nie jest mi pisane życie z kimś. Może to i lepiej, biorąc po uwagę kierunek, który chcę obrać? Bycie neurochirurgiem lub genetykiem nie jest łatwą pracą. Wymaga dużej ilości czasu, dyspozycyjności, poświęcenia. O to wszystko jest łatwiej, kiedy nie ma się rodziny. Mnie będzie łatwiej niż innym, by prowadzić taki tryb życia. Może to właśnie dlatego nie mam rodziny? Bo byłam predystynowana do pracy w takich zawodach? Dobrze jest w to wierzyć, bo wtedy ta cała pustka nabiera sensu. Sensu, którego tak naprawdę nie ma. Bo ja się tylko oszukuję. Ech… Spacery na mrozie zawsze wzbudzają we mnie nostalgiczny pesymizm. Powinnam zaprzestać myślenia, zwłaszcza w takich chwilach. Od dalszego błądzenia po ścieżkach własnego umysłu uwolnił mnie fakt, że doszłam do hotelu, w którym pracowałam. Weszłam do środka drzwiami dla personelu, przebrałam się w roboczy strój i zabrałam się do pracy, która niesamowicie mi się dłużyła. Chyba rozleniwiłam się przez te kilka dni wolnego. Ale pewnie za dwa dni znowu wejdę w swój zwyczajowy rytm i wszystko będzie jak zawsze. I tak upływały mi kolejne godziny. Pokój za pokojem. Piętro za piętrem. Aż wreszcie mogłam zejść na dół, zjeść kanapkę podczas przerwy i wrócić do sprzątania. Po kolejnych trzech godzinach byłam wolna. Przebrałam się w swoje ciuchy i wyruszyłam w drogę powrotną do domu. Zeszło mi to dłużej niż zwykle, bo na dworze panowała okropna zawierucha, wciskająca mi padający śnieg w twarz. Ale jakimś cudem dotarłam do mieszkania przed godziną 20.
 - To jak z tym sylwestrem? – od progu zaatakowała mnie Lena.
 - Nie wiem, jak zostanę i nigdzie nie ucieknę, to chyba będzie to jednoznaczna odpowiedź – odburknęłam, ściągając płaszcz. – Miałaś przyjechać pod koniec grudnia, co się zmieniło?
 - Pokłóciłam się z rodzicami, bo poskąpili mi kasy na sukienki – odpowiedziała obrażonym głosem.
Mruknęłam coś w odpowiedzi i poszłam do swojego pokoju. Dla niej tragedią jest mała kwota pieniędzy od rodziców na kapryśne wydatki. Ja nie mogę realizować żadnej ze swoich zachcianek. Czyżby kwestia wychowania? Zapewne, ale ona była wychowywana w taki a nie inny sposób. Nie zna takiego życia, jakie dla mnie stanowi normalność. Rzuciłam się na łóżko, by zebrać w sobie siłę na szybki prysznic. Sięgnęłam po telefon, na którym czekały na mnie dwie wiadomości od Matta.
Zaraz rusza mój samolot z Moskwy do Buffalo. Baw się dobrze w sylwestra : )

Jak dolecę to dam znać. Do Kazania wracam 2 stycznia. Razem polecimy do Rzeszowa ; )
Serce zabiło mi nieco mocniej, kiedy przeczytałam obie wiadomości. Mimowolnie też uśmiechnęłam się do ekranu komórki. Dlaczego on tak bardzo poprawia mi humor głupimi smsami? To jest aż nielogiczne. Nigdy nie przydarzyło mi się coś podobnego. Co się ze mną dzieje? Przecież nie uwierzę w to, że jedna znajomość tak bardzo wpłynęła na zmianę mojej osobowości. Ziewnęłam i zdecydowałam, że to pora na kąpiel. Pomoczyłam się w wannie przez dobre dwie godziny i rozmyślałam przy tym o całym roku, który miał się wkrótce zakończyć. Z powodzeniem studiuję na dwóch kierunkach. Bardzo trudnych i wymagających, pochłaniających mnóstwo czasu. Na obu mam najwyższe średnie i dostaję stypendium. Do tego pracuję. Czy jestem szczęśliwa ze swojego życia? Chyba tak. Może to wydawać się dziwne i absurdalne, ale tak, jestem zadowolona ze swojego życia. Wreszcie jest ono w miarę stabilne, a przecież niczego więcej nie oczekuję. Przecież mnie do pełni szczęścia wystarczy to, że kiedyś będę miała swoje własne małe mieszkanko. I to tyle, taki jest mój cel w życiu – mieć swoje własne miejsce na ziemi. Może kiedyś się uda, może nie. Zobaczymy, co przyniesie mi przyszłość, ale zrobię wszystko, byle moje marzenie się spełniło. Z takim przekonaniem wyszłam z wanny i ubrałam się w ciepłą pidżamę. Wróciłam do swojego pokoju, weszłam po kołdrę i przysunęłam do siebie klatkę Miszy.
 - Jeżyku, powiedz mi, że wszystko się ułoży i uda mi się spełnić moje marzenie.
Misza potuptał trochę wokół swojego domku, posmyrał noskiem mój palec i poszedł spać, okopując się najpierw trocinami.
 - Na ciebie zawsze mogę liczyć – westchnęłam, dając zwierzaczkowi spokój.
Ułożyłam się wygodnie na materacu i sięgnęłam po telefon, by odpisać Mattowi na wiadomości.
Ty też baw się dobrze w gronie rodzinnym. Doleć i wróć bezpiecznie : )
Odłożyłam komórkę na bok i zgasiłam lampkę, pogrążając pokój w ciemnościach. Wiatr świszczał między nieszczelnymi okiennicami, wirujące płatki śniegu przyklejały się do szyb, a światło latarń nieśmiało oświetlało parapety w moim pokoju. Magiczna zimowa atmosfera. Tylko dlaczego ja tego nie czułam? Może dlatego, że już z tego wyrosłam? A może dlatego, że narastał we mnie niepokój, którego źródła nie potrafiłam wówczas zidentyfikować. Coś zaburzyło ten mój wewnętrzny spokój oraz monotonię. Coś lub ktoś. Podejrzewałam to nagłe spotkanie z Dimitrijem. Miałam dziwne przeczucie, że szybko spotkamy się ponownie. Że jego obecność w sklepie nie była dziełem przypadku. Byłam prawie pewna, że on tam na mnie czekał, bo wiedział, że tam będę. Tylko moje współlokatorki mogły posiadać wiedzę na temat tego, kiedy mam zamiar pójść na zakupy. Czyżby któraś z nich maczała w tym palce? Sama już nie wiem. Mój mózg wariuje, a ja niepotrzebnie wpadam w paranoję, doszukując się na siłę teorii spiskowych tam, gdzie absolutnie ich nie ma. Idź spać, Ashley. Z wiekiem wymyślasz coraz bardziej absurdalne historyjki. Przewróciłam się na lewy bok, mocniej otulając kołdrą. Zamknęłam oczy i zaczęłam odliczać od 200 w dół. Dopiero przy ostatniej dziesiątce udało mi się zasnąć.

1 komentarz:

  1. Biedna ta Ash, tyle tych zakupów musiała kupić. Fajnie, że ten koleś jej pomógł, bo sama by tego z pewnością nie zaniosła do domu, ale gość mi śmierdzi, totalnie. To faktycznie podejrzane, że nagle jest w stosunku do niej taki miły, skoro tak bardzo jej niby nienawidzi i życzył jej wszystkiego najgorszego. Mam nadzieję, że on się tu więcej nie pojawi, o.

    Ashley ma rację, że nie zgadza się na propozycję swojej koleżanki na jednorazowy seks. Zwłaszcza, jeśli to miałby być jej pierwszy raz. Ma rację, to trzeba przeżyć w inny, przyjemniejszy sposób. A o takich jednorazowych numerkach mam wyrobione zdanie i nie jest ono pozytywne.

    Mefju taki kochany, że do niej pisze. Nie mogę się doczekać, aż polecą razem do Rzeszowa. :) Ona przy nim też robi się milsza, zdecydowanie. Lubię taką miłą Ash i uwielbiam Mefju w tym opowiadaniu, taktaktak.

    JEŻYK <33
    Kocham go w każdym rozdziale, w tym także. Jest idealny.
    Siostro, kup mi takiego.

    Kocham Cię. <3 :*

    OdpowiedzUsuń