Sylwestrowy
poranek był bardzo trudny. Gdy ja zbierałam się do pracy, Marina i Roza właśnie
przyjechały do mieszkania. Razem z Leną zabierały się za przyrządzanie
przekąsek oraz dekorowanie pokojów na nadchodzącą zabawę. Ja natomiast miałam
przyjść na gotowe. Kończyłam pracę o 17, a cała balanga miała zacząć się o 19.
Nadal nie byłam pewna, czy aby na pewno chcę zostać i bawić się z resztą. Ale
co innego mogłam zrobić? Było już stanowczo za późno na plan awaryjny.
Odsunęłam od siebie te rozmyślania na czas pracy. Przy wychodzeniu z hotelu,
pożegnałam się z pracownikami i złożyłam im życzenia noworoczne. Potem wyszłam
na typowy dla Kazania o tej porze roku mróz. Przemierzając kolejne uliczki,
mijałam ludzi, którzy udawali się na swoje sylwestrowe bale. Ja marzyłam o tym,
by wziąć gorącą kąpiel i położyć się spać – tak byłam zmęczona. Goście w hotelu
cały czas czegoś chcieli – donieść im jedzenie, alkohol, wyprasować coś na
ostatnią chwilę, nawet fryzurę poprawić. A przecież czekało na mnie sprzątanie.
Ale jakoś dałam radę i wyrobiłam się w czasie trwania swojej zmiany. Gdy tak
zbliżałam się do mieszkania, ulice miasta zapełniały się ludźmi oraz
samochodami. Wszyscy udawali się do miejsca swojego sylwestrowego balu.
Mimowolnie uśmiechnęłam się na ten widok i skręciłam wprost do wejścia naszego bloku.
W mieszkaniu przywitały mnie radosne okrzyki współlokatorek, które były już
wyszykowane na zabawę. Chciałam je ominąć i po cichu zaszyć się we własnym
pokoju, ale Roza dopadła mnie w korytarzu.
- Weź szybki prysznic i zaraz się za ciebie
bierzemy.
- Ale ja chciałam pójść szybko spać – zaczęłam
się tłumaczyć, ale blondynka nie tolerowała odmowy.
Zaciągnęła
mnie do największego pokoju, w którym miała odbywać się impreza. Posadziła mnie
na krześle i rozpuściła mojego niechlujnego koka, którego zrobiłam sobie w
pracy.
- Wykąp się i umyj włosy, bo z takim czymś się
tutaj nie zaprezentujesz. My w tym czasie poszukamy ci sukienki, a na koniec
cię pomalujemy.
Niechętnie
poszłam pod prysznic i spełniłam żądania Rozalki. Wiedziałam przecież, że nie
ma co się z nią kłócić, bo i tak nie wygram. Owinęłam się ręcznikiem i wróciłam
do podekscytowanych dziewczyn. Usiadłam niepewnie na stoliku i czekałam w
napięciu na dalszy rozwój wydarzeń. Marina zabrała się na moje włosy. Wysuszyła
je, a potem wyprostowała za pomocą szczotki. W tym samym czasie Lena zajęła się
moją twarzą. Nakładała mi na nią różne kosmetyki i co chwila tylko na mnie
zerkała z rosnącym zdziwieniem w oczach. Nie miałam zielonego pojęcia, co też
mogło wywoływać u niej tak szokującą reakcję. Mimo to siedziałam tam grzecznie
w ciszy i pozwalałam im robić ze mną, co tylko chciały. Pół godziny później
Roza wręczyła mi swoją małą czarną sukienkę. Wróciłam się do łazienki i
przebrałam się w nią. Wtedy dopiero spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i
zrozumiałam zdziwienie Leny. Wyglądałam obco. To nie byłam ja. Z kompletnie
prostymi rudymi włosami, które swobodnie opadały mi na plecy i okraszały
szczupłą bladą twarz. Lena dodatkowo podkreśliła moje kości policzkowe i
uwydatniła wielkość moich oczu za pomocą kresek z wyciągniętą jaskółką. Cienie
na powiekach były przydymione i optycznie powiększały oko. Moje rzęsty
wyglądały na sztuczne za pomocą tuszu. A usta były krwiście czerwone. To nie jestem ja, to ktoś obcy. Przecież ja
nie wyglądam tak dobrze. Nie mam tak idealnej cery, tak dużych oczu, idealnych
warg. Ta figura też nie jest moja. Sukienka Rozy prezentowała się na mnie
wręcz idealnie. Przylegała mi do ciała i kończyła się w połowie uda. Dosyć duży
dekolt na przodzie eksponował mój biust, a wycięcie z tyłu obnażyło całe moje
plecy. To ciało nie jest moje. Kim ja
jestem? Minuty upływały, a ja wciąż wpatrywałam się w swoje odbicie z
niedowierzaniem.
- Ashley, wychodź, też chcemy na ciebie
popatrzeć – Marina pukała w drzwi łazienki.
Odchrząknęłam
i wyszłam do dziewczyn. Miałam ogromną ochotę, by zwiesić głowę i spuścić wzrok
na podłogę, ale się powstrzymałam. Nawet,
jeżeli jestem dla siebie obca, nigdy nie powinnam się tak zachowywać. Dlatego
też uśmiechnęłam się delikatnie i stałam przed współlokatorkami, czekając na
ostateczną ocenę.
- Ash, jesteś zjawiskowa – westchnęła Lena.
- Chyba kwiatuszek rozkwitł na naszych oczach
– zachwycała się Roza.
- Ashley, kochana, powinnaś tak częściej, bo
jesteś przepiękna – zakończyła Marina i zrobiła mi zdjęcie.
Miałam
wrażenie, że się rumienię, bowiem nie przywykłam do komplementów i do faktu, że
ktokolwiek zwraca na mnie większą uwagę. A tamtej nocy miało się to zmienić za
pomocą magii makijażu oraz innego ubioru.
Niedługo
po mojej metamorfozie zaczęli schodzić się goście. Siedziałam sobie cichutko
przy wejściu do dużego pokoju i witałam się ze wszystkimi. Jakież było moje
zaskoczenie, kiedy do mieszkania wszedł Dimitrij. Chłopak podszedł do mnie,
objął mnie mocno, pocałował w policzek i przywitał się.
- Ashley, wyglądasz bosko – wyszeptał mi do
ucha, po czym pocałował mnie w policzek i odszedł, by przywitać się z resztą
zaproszonych.
Nogi
zaczęły mi dygotać. Czy tylko mi się
wydawało, że czy to zabrzmiało trochę złowrogo. Jakby coś miało za tym iść.
Jakaś aluzja. No i kto go tutaj zaprosił? Promienny uśmiech Leny wystarczył
mi za odpowiedź. Dima nagle stał się dla
mnie miły. Lena chrzaniła głupoty o jednorazowej nocnej przygodzie. Czyżby
namówiła go do tego, żeby poczynił pewne kroki w tym kierunku? Nie, Lena by mi
tego nie zrobiła. To nie w jej stylu. Lubi fantazjować, ale na tym się kończy.
Natomiast postawa Dimitrija nadal jest dla mnie podejrzana. Rozmyślałam o
tym wszystkim, ale automatycznie witałam się z ostatnimi przybyłymi. Gdy już
skończyłam, usiadłam w kącie pokoju na fotelu i odetchnęłam z ulgą. Najgorsza część za mną. Przywitałam się ze
wszystkimi, przedstawiłam się, dzielnie zniosłam oceniające spojrzenia. Może
nawet udało mi się wywrzeć na kimś dobre pierwsze wrażenie. Na pewno udało mi
się to z Dimą. Ech, czego on chce? Akurat, gdy o nim pomyślałam,
przyłapałam go na wpatrywaniu się we mnie. Uśmiechnęłam się grzecznie, po czym
wstałam i zaczęłam krążyć po pokoju. Nie potrafiłam znaleźć sobie punktu
zaczepienia. Nie znałam tu nikogo poza moimi współlokatorkami i Dimitrijem.
Dziewczyny rozeszły się do swoich znajomych a ja zostałam sama ze sobą. Może i dziewczyny zmieniły mnie w piękną
młodą kobietę, ale nie wpłynęło to na zmianę mojej osobowości. Nadal nie czuję
się tutaj komfortowo.
- Cześć, przynieść ci coś do picia? – zaczepił
mnie wysoki szatyn.
- Nie piję alkoholu.
- A dasz się zaprosić do tańca?
Nie
zdążyłam odpowiedzieć, a mężczyzna objął mnie z talii i porwał w tan. Przez
całe to głębokie zamyślenie, nie zwróciłam uwagi na to, że dziewczyny włączyły
muzykę. Nie miałam ochoty na tańce, ale z czystej uprzejmości nie odeszłam od
szatyna, który przestawił mi się jako Alexander. Nie rozmawialiśmy zbyt wiele.
On skupił się na powtarzaniu w kółko tych samych komplementów, a ja grzecznie
mu potakiwałam i odpowiadałam sztucznymi uśmiechami. Liczyłam na to, że szybko
mnie wypuści, ale chłopak się nie poddawał. Widocznie moją pozorowaną
grzeczność odebrał jako nieme przyzwolenie na przeniesienie naszej znajomości
na nowy poziom, bowiem jego dłoń spoczęła na moich pośladkach. Byłam w szoku.
Zatrzymałam się, pożegnałam i skierowałam się do swojego pokoju. Weszłam do
niego i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Usiadłam na podłodze, wypuściłam
Misze z klatki i dosypałam mu trochę jedzenia. Przyglądałam się jego żywemu
tuptaniu, usiłując ignorować odgłosy zabawy. To był zły pomysł. Powinnam była się stąd ewakuować na tę jedną noc i
spędzić ją w spokoju, po swojemu, bez żadnych zbędnych fajerwerków. Jeżyk
biegał sobie obok mnie i co chwila dotykał mnie swoim chłodnym noskiem.
- Nie pasujemy tu, Misza. Powinniśmy mieszkać
sami.
Zwierzątko
pozostawiło mnie bez odpowiedzi. Westchnęłam więc, zastanawiając się nad tym,
co powinnam teraz zrobić. Ucieczka z mieszkania nie miała sensu. Na dworze było
zbyt zimno, a i nie miałam gdzie zatrzymać się na noc. Byłam tam jak w
potrzasku, co kompletnie mnie przybiło. Wtem rozległo się pukanie. Myślałam, że
to jedna z moich współlokatorek zauważyła moją nieobecność. Zignorowałam to,
ale do pukania dołączyła głośna prośba, przebijająca się przez muzykę.
- Ashley, otwórz, proszę. Tu Dimitrij. Nie
uciekaj przed nami.
Zawstydziłam
się. Poczułam się głupio, jak małe dziecko. Wstałam, otworzyłam drzwi,
wpuszczając do środka tylko Dimę.
- Przyniosłem ci coś do jedzenia i wodę do
picia. Wiem, że nie pijesz alkoholu – uśmiechnął się.
- Dziękuję – odpowiedziałam i złapałam Miszę.
- Nie wiedziałem, że masz jeża – usiadł obok
mnie, przyglądając się zwierzątku.
Uśmiechnęłam
się do chłopaka i wsadziłam Miszę do klatki. Jeżyk pokręcił się jeszcze chwilę
po klatce, zjadł coś i schował się w trocinach.
- Jest uroczy – stwierdził, odstawiając na
stolik talerz z kanapkami.
- Po co przyszedłeś?
- Zauważyłem, że wyszłaś, kiedy tamten facet
zaczął się do ciebie kleić w tańcu.
- Nic mi nie jest, możesz wracać do reszty.
- Ale ja nie chcę do nich wracać. Przyszedłem
tutaj dzisiaj dla ciebie.
Nie
wiedziałam co mam powiedzieć. Cholera,
czyli te plotki były prawdą. On naprawdę mnie lubi. I jego wypowiedzi
jednoznacznie wskazują na to, że coś do mnie czuje. Podobam mu się, jasno mi to
dzisiaj wyłożył. Ale ja tego nie odwzajemniam. To jest tylko Dima, kolega ze
studiów. Wysoki blondyn o brązowych oczach, który uwielbia się na mnie wyżywać.
Jak to się stało, że przy okazji uważa mnie za atrakcyjną?
- Milczysz – zarzucił mi.
- Bo nie wiem, co powiedzieć.
- Że jest ci z tego powodu miło – uśmiechnął
się promiennie. – Albo po prostu porozmawiaj ze mną. Tak po prostu.
- Tak po prostu? – nie chciałam wierzyć w
prostotę jego prośby.
Pokiwał
głową i przesiadł się na niewielkie łóżko. Dosiadłam się do niego i przysunęłam
do nas stolik. Podjadaliśmy kanapki i rozmawialiśmy o wszystkim – uczelni,
życiu, znajomych, upodobaniach, naszych hobby, marzeniach. Trochę irytowałam
Dimitrija swoją skrytością w tematach dotyczących rodziny, ale nie naciskał na
mnie, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Wbrew moim wszelkim obawom, było
bardzo sympatycznie, a Dima pokazał, że nie jest zapatrzonym w siebie burakiem.
Przegadaliśmy dobrych kilka godzin, bo gdy spojrzałam na zegarek, była prawie
północ.
- Powinniśmy się zbierać na dwór na
fajerwerki, jest za pięć – sprowadziłam nas na ziemię.
- Żartujesz? – sam sprawdził godzinę na swoim
telefonie. – Faktycznie, zbieraj się i wychodzimy.
Wyszliśmy
z mojego pokoju i wcisnęliśmy się na okupowany przez wszystkich przedpokój. Gdy
już udało nam się wyjść na dwór, zauważyliśmy kilka grup ludzi, którzy
szykowali się do odliczania ostatnich dziesięciu sekund starego roku. Stanęłam
sobie od tego wszystkiego w bezpiecznej odległości, bo zawsze bałam się, że coś
może nieopatrznie polecieć w moją stronę. Dimitrij towarzyszył mi jak cień.
Objął mnie ramieniem i razem oglądaliśmy kolorowe sztuczne ognie, które raz po
raz rozbłyskiwały na czarnym niebie. Chłopaki krążyli między nami, rozdając
kieliszki z szampanem, ale odmówiłam.
- Wracamy? – zapytał Dimitrij, chociaż nie
wystrzelaliśmy nawet połowy fajerwerków.
- Możemy wracać – uśmiechnęłam się do niego z
wdzięcznością, bo bardzo zmarzłam.
Dałam
mu się odprowadzić do mieszkania pod rękę. Ale zanim wróciliśmy do naszej
rozmowy to poszłam do toalety. Dima tymczasem obiecał przynieść nam coś więcej
do jedzenia i wzbogacić nasze zapasy napojów. To aż nienaturalne, że tak chętnie spędzam czas z mężczyzną. Chyba to
spotkanie z Mattem mnie w jakiś sposób przełamało. Będę musiała mu za to
podziękować, kiedy spotkamy się na lotnisku. No właśnie, Matt. Powinnam wysłać
mu chociaż wiadomość z życzeniami noworocznymi. Mam nadzieję, że bawi się
dobrze w rodzinnym gronie. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze na
myśl o siatkarzu i wróciłam do pokoju. Usiadłam obok Dimitrija i podjęliśmy
przerwany przed wyjściem wątek. Popijałam przy tym wodę, która zmieniła smak.
Początkowo nie zwróciłam na to większej uwagi, ale z czasem zaczęło mi się
kręcić w głowie.
- Chyba źle się czuję – powiedziałam z trudem.
- Co się dzieje, Ashley? – zapytał, kładąc
mnie na łóżku.
- Wszystko jest jakieś zamazane i trudno mi
coś powiedzieć. Woda ma dziwny smak – wybełkotałam.
- Nic złego się nie dzieje, zaopiekuję się
tobą – pogłaskał mnie troskliwie po włosach i zabrał mi szklankę z ręki, żebym
jej nie rozbiła.
- Miałam napisać smsa – czepiłam się tej
jednej myśli, która wciąż utrzymywała mnie w stanie przytomności.
- Co? – Dima był wyraźnie zdziwiony moją walką
z nadchodzącym omdleniem.
- Miałam dać komuś znać, że dobrze się bawię –
każde kolejne słowo artykułowało mi się coraz trudniej.
Bez
słowa podał mi mój telefon i zniknął mi z pola widzenia. W mojej głowie szalało
milion różnych myśli. Bałam się, że to nie jest zwykłe zasłabnięcie. Wyczuwałam
podstęp. Byłam prawie pewna, że to Dimitrij coś mi zrobił. Wiadomość do Matta
była moją jedyną deską ratunku. Wiedziałam, że nie przybędzie mi na pomoc, ale
dawałaby mi pewność, że tej nocy faktycznie działo się ze mną coś niedobrego.
Nie potrafiłam trafić w odpowiednie klawisze, więc mój sms nie prezentował się
imponująco. Raczej przypominał wiadomość, pisaną po wypiciu zbyt dużej dawki
alkoholu.
Wsytkigo
najpsfeo q Npwum Roku. Coś zkefo. Pomocy.
Ostatkiem
sił udało mi się wysłać to do właściwego odbiorcy. Wyłączyłam telefon, by Dima
nie mógł w nim grzebać. Byłam już bliska zaśnięcia, ale jakimś cudem miałam
siłę, by zastanowić się nad tym, dlaczego nikt nie wezwał do mnie karetki. To
tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że mój kolega chciał mnie wykorzystać, a
ja nie miałam jak się bronić.
- Wszystko będzie dobrze – wyszeptał tuż przy
moim uchu.
Swoimi
pocałunkami przemierzył drogę od mojego policzka do dekoltu sukienki. Rozchylił
go dłońmi i kontynuował ustami przerwaną czynność. Głos odmówił mi
posłuszeństwa, nie potrafiłam krzyknąć, zmusić go do tego, by przestał. Po
prostu leżałam pod nim jak kłoda. Dimitrij nic sobie z tego nie robił. Zdjął ze
mnie wszystkie ciuchy, po czym sam się rozebrał. Naćpał mnie. Udawał miłego, zdobył moje zaufanie, dosypał mi czegoś i
zaraz mnie zgwałci. Mimowolnie się rozpłakałam i zaczęłam dygotać.
- Nie płacz, nie zrobię ci krzywdy –
powiedział, głaszcząc mnie po policzku. – To, co chcę zrobić, jest
przyjemnością. Będziesz moja, Ash. Chciałem cię od pierwszej chwili, jak tylko cię
zobaczyłem.
Dima
wpił się w moje usta, zaczął wpychać mi język między wargi. Odruchowo ugryzłam
go w niego.
- Co ty wyprawiasz?! – spoliczkował mnie.
Patrzyłam
na niego półprzytomnym spojrzeniem. Chciałam na niego nakrzyczeć, ale nie
mogłam.
- Weź coś powiedz, do cholery! – złapał mnie
za ramiona i zaczął mną potrząsać.
Kolejne łzy ściekały mi po obu policzkach, rozmazując
makijaż. Otwierałam usta, ale udawało mi się tylko nabierać kolejne hausty powietrza.
Moje struny głosowe nie potrafiły wydać żadnego dźwięku. Wraz z każdym
wstrząsem czułam, że niewiele mi brakuje do całkowitego utracenia przytomności.
Dimitrij popadał w coraz większą wściekłość. Położył mi swoje dłonie na szyi i
zaczął naciskać palcami na tchawicę. W tym samym momencie poczułam, że Dima
naprawdę chciał uprawiać ze mną seks. Krztusiłam się, dusiłam, czując ból w
klatce piersiowej i tam na dole. Jaka ja
byłam naiwna. Dałam się tak łatwo oszukać. I gnój mnie wykorzystał. Chciał mnie
zaliczyć i właśnie to robi. Tylko dlaczego to tak boli? On mnie zaraz udusi.
Moje życie jest tak beznadziejne, że umrę pod nim – całkowicie naga, odarta z
wszelakiej godności. Wyzbywałam się resztki tlenu ze swojego ciała. Czułam,
że za moment przestanę istnieć. Wtem ktoś zaczął pukać do drzwi pokoju.
Dimitrij odskoczył ode mnie jak oparzony, a do środka ktoś wszedł. Słyszałam
krzyki, ale dla mnie były one tylko falą dźwięków o różnej głośności. Po prostu
zamknęłam oczy i odeszłam z tego świata.
Jezus Maria, siostro. :o
OdpowiedzUsuńDlaczego Ty ją znowu skrzywdziłaś? x.x Życie dało jej po dupie, a moja siostra musiała jeszcze jej dowalić. No typowe. :<
Biedna, Ash, tak bardzo jej współczuję. Została sama z tym psycholem i nikt jej nie pomógł. :(
No od początku ten gość mi śmierdział.
Ciekawe, co Mefju sobie pomyśli, jak odczyta tego sms'a... A może to on wjechał na chatę ją ratować?...
Ale te jej koleżanki to bez komentarza. Jasno im mówiła, że nie chce faceta na jednorazową przygodę, a one i tak postawiły na swoim. :| No ja w tym momencie bym już ich nie nazywała koleżankami. Świnie, o.
No i wbrew jej woli nie powinny chyba jednak jej malować i w ogóle, nie chciała, to nie. Nic na siłę. Nie powinno się jej do niczego zmuszać...
JEŻYK <3
Nie ma szans, żeby ktoś inny wygrał rozdział, jak będzie w nim jeżyk. :D
Kocham. <3 :*