Pierwszego dnia nowego roku byłam
nieprzytomna. Obudziłam się dopiero następnego ranka. Pobudka w szpitalu była
bardzo trudna. Tym bardziej, że obudziłam się dopiero 2 stycznia. Moje ostatnie
wspomnienie z sylwestrowej nocy to wyjście z pokoju na pokaz fajerwerków. Potem
była tylko czarna plama. Dziura, którą wypełniła mi rozmowa ze szpitalną panią
psycholog. Okazało się, że mój sms został wysłany do Mariny, chociaż wówczas
byłam święcie przekonana o tym, że odbiorcą był Matt. I to właśnie moja
współlokatorka, zaniepokojona treścią, zauważyła, że zniknęłam z dworu razem z
Dimitrijem. Poszła mnie szukać, domyślając się, iż może dojść do najgorszego.
Niestety dla mnie, nie udało się jej dotrzeć do nas na czas. Dima zdążył
dosypać mi do wody z dodatkiem wódki trochę narkotyków i tabletkę gwałtu. Nie
musiał długo czekać na efekty po zastosowaniu takiej dawki. Miał mnie, byłam
jego, wykorzystał mnie. Ale przy okazji zaczął mnie dusić, bo nie byłam w
stanie kontaktować. W takiej scenerii zastała nas Marina ze swoim kolegą.
Zadzwonili na policję, pogotowie zabrało mnie do szpitala. Moje serce zatrzymało
się trzy razy, ale udało im się mnie odratować. To był koszmar. Przeszłam przez
piekło, którego nawet nie pamiętam. Nic więc dziwnego, że po rozmowie z panią
psycholog bardzo długo płakałam. Dopiero po południu byłam w stanie zebrać się
ze szpitala i wrócić do mieszkania. Nie chciałam tu wracać. Bałam się mieszkać
w swoim pokoju, kłaść się na łóżku. Przestałam czuć się bezpiecznie.
Całą drogę powrotną do mieszkania
popłakiwałam i trzęsłam się. Grobowa atmosfera panowała także wśród dziewczyn.
W zniecierpliwieniu oczekiwały mojego powrotu. W milczeniu powitały mnie w
progu. Pokiwały głowami, przytuliły mnie i każda wróciła do swoich zajęć. Było
widać, że czuły się współwinne tego, co mnie spotkało. Ale ja ich nie winiłam.
To nie one mnie naćpały i zgwałciły. To nie one zdeptały moją godność. To nie
one zacisnęły dłonie na mojej szyi. To on. ON.
Nigdzie nigdy nie czułam się tak obco, jak
teraz w swoim pokoju. Przesiedziałam kilka godzin w kącie, wpatrując się w
klatkę Miszy. Dopiero wieczorem byłam w stanie wrócić do świata żywych. Chciałam
się wykąpać i zedrzeć z siebie brud, który na mnie osiadał. Zapach jego perfum,
dotyk jego dłoni, jego oddech na mojej szyi. Znowu się rozpłakałam. Rozebrałam
się i wpadłam w histerię. Moja klatka piersiowa była posiniaczona przez podjęte
próby resuscytacji oraz od użycia defibrylatora. Moja uda, zwłaszcza po
wewnętrznej stronie, były pełne zadrapań oraz siniaków w kształcie dłoni. Tak
samo wyglądały moje biodra. Wokół piersi i na szyi znalazłam jeszcze ślady po
ugryzieniach. No i moja twarz. Dimitrij mnie uderzył, co było widać nawet dwa
dni po sylwestrze. Fioletowo-zielona plama na policzku i pod okiem pozostaną ze
mną jeszcze przez jakiś czas.
Weszłam do wanny, wykąpałam się dokładnie i
wróciłam do siebie. Schowałam się pod kołdrą, modląc się o szybkie nadejście
snu. Ale jednocześnie bałam się tego, co mogłoby mi się przyśnić. Dlatego też
zapaliłam lampkę i spisuję to wszystko w pamiętniku. Może te słowa pomogą mi w
pozbyciu się tych złych emocji. Albo chociaż je załagodzą.
Wcale
nie poczułam się lepiej. Przewracałam się z boku na bok i nie umiałam odnaleźć
się w tym wszystkim. Chciałam się spakować i wyprowadzić. Uciec jak najdalej.
Właśnie wtedy przypomniałam sobie, że nie tak dawno, ale jakby w odległych
czasach, umówiłam się z Mattem, że 3 stycznia polecę z nim i jego drużyną na
sparing do Rzeszowa. Znalazłam swój telefon na podłodze. Włączyłam go i
zauważyłam, że miałam kilka nieodebranych połączeń od Mariny i cztery
wiadomości właśnie od Matta.
Jak
się bawisz? :D
Zabawa
taka dobra, że nie słyszysz telefonu? ; )
Ash,
zaczynam się martwić. Jest już popołudnie.
Daj
znać, że w ogóle żyjesz. Doleciałem już do Moskwy, zaraz jadę do Kazania.
Będziesz jutro na lotnisku?
Uśmiechnęłam
się do telefonu i popłakałam się. Szybko otarłam łzy i zrugałam się w myślach. To zwykła troska. Nic więcej. Więc nie mam
co się wzruszać, jakby to był największy akt dobroci na świecie. Ale dla mnie,
w tej konkretnej chwili, właśnie do takiego miana to urasta. I jak ja mam mu
napisać, że nie jestem w stanie z nim polecieć? Przecież od razu zobaczy, że
coś się stało. Zacznie się przejmować, martwić. Nie potrzebuję tego. Po prostu
muszę jakoś dojść do siebie. A poza tym, nie wiem jak zareaguję na męskie
towarzystwo. Wpadnę w panikę, czy też nie? Rozmyślałam nad tym przez
dłuższą chwilę. Nie chciałam zawieść Matta. Widziałam przecież, jak bardzo
cieszył się z faktu, że może mnie zabrać ze sobą. Ne zniosłabym myśli, że mogę
go zasmucić i rozczarować. Wzięłam głęboki oddech i odpisałam mu na poprzednie wiadomości.
Przepraszam,
miałam bardzo zalatane dwa dni. Cieszę się, że doleciałeś do Moskwy. Wyjazd
nadal aktualny, widzimy się jutro.
Nastawiłam
budzik na czwartą rano, żeby zdążyć się spakować i przygotować do wyjazdu. Ale
nadal nie mogłam zasnąć. Wstałam więc i zaczęłam pakować ciuchy do małej torby.
Wrzuciłam do niej kilka losowych bluzek, dwa swetry, jakieś spodnie nie zmianę,
pidżamę i zapas bielizny. Do tego parę niezbędnych kosmetyków. Niecałe 10 minut
a ja nie miałam już co ze sobą zrobić. Godzina wcale nie była taka późna. Chociaż
wolałam teraz pobyć sama, to w odosobnieniu czas mijał mi bardzo powoli.
Wyszłam więc z pokoju, szukając towarzystwa u moich współlokatorek. Wszystkie
trzy siedziały tam, gdzie było centrum naszej zabawy sylwestrowej. Z tego co
usłyszałam, dyskutowały właśnie na temat chłopaków, których udało im się
poderwać dwie noce temu. Bez słowa dosiadłam się do nich na kanapę. Lena
zamilkła, Roza zakrztusiła się śmiechem a Marina zbladła.
- Dobrze się czujesz? – zaczęła Rozalka.
- Rozi, jaka z ciebie idiotka! – zbeształa ją
Lena. – Pewnie jest przybita.
- Dziewczyny, nic mi nie jest – udawałam. – Po
prostu nadal jestem w szoku.
- I nie gniewasz się na nas? – dopytywała
Roza.
- Nie – uśmiechnęłam się.
- Ash, bo ja czuję się cholernie winna. Bo to
ja. To moja wina – Lenie zbierało się na płacz. – To ja go zaprosiłam.
Wezbrała
we mnie fala złości. Miałam chęć na nią nawrzeszczeć. Ale jak mogłam się na
niej wyżywać? Nie mogła wiedzieć, jakie Dimitrij miał względem mnie zamiary.
Dlatego mój gniew błyskawicznie przemienił się w żal.
- Nie bierz winy na siebie – przytuliłam ją. –
Nie wiedziałaś. Stało się. Po prostu. Muszę z tym żyć.
Pocałowałam
ją w policzek i pogłaskałam uspokajająco po włosach. Gdy już oderwałyśmy się od
siebie, czekała mnie runda przytulania z pozostałymi dziewczynami. Jak ja mam in powiedzieć, że nie zniosę
kolejnej nocy w tym mieszkaniu? Że brzydzę się swojego łóżka? Nie mogę.
Jesteśmy jak taka mała rodzina. A rodzina trzyma się razem, bez względu na
wszystko. Ale co ja mogę o tym wiedzieć? Nigdy nie miałam prawdziwej rodziny. Szybko
wpędziłam się w depresyjny nastrój.
- Opowiadajcie o tym, co wam się dobrego
przydarzyło tej nocy? – zagadałam. – Chętnie posłucham o czymś przyjemnym.
- Jesteś pewna, że jesteś gotowa na takie
tematy? – Marina wolała się upewnić.
- A dlaczego nie? Będziecie opowiadać o
seksie? – rzuciłam ironicznie.
- Nooo – bąknęła nieśmiało Roza.
Westchnęłam
i wzruszyłam ramionami, pokazując, że nie jest to dla mnie temat tabu.
Dziewczyny wyraźnie się rozluźniły i wróciły do porzuconego wątku. I tak
dowiedziałam się, że Marina, przez tę całą akcję ze mną w roli głównej,
zaliczyła tylko jednego chłopaka – Oliega z Ukrainy. Narzekała, że był bardzo
słaby w łóżku a mocny w gębie. Więcej czarował i bajerował, a samo zbliżenie
trwało niecałe pięć minut. Facet od razu zasnął, kładąc się na zniesmaczonej
dziewczynie. Wtedy też impreza zakończyła się dla najstarszej z nas. Lena
poszła na całość. Przespała się z czterema różnymi chłopakami. Przy czym
jednego z nich – wedle jej relacji – zaliczyła w toalecie. Skrzywiłam się przy
tym trochę, ale nie mnie było to oceniać. Natomiast Rozalka pocieszała się po
nieudanym związku z Igorem w ramionach przystojnego Wojtka, który przyjechał do
Kazania w ramach wymiany studenckiej z Polski. Spędzili razem cały wieczór oraz
noc. Roza wydawała się bardzo zadowolona z tego faktu i nie wykluczałam
wówczas, że czuła do niego coś więcej niż tylko pociąg fizyczny i chęć zabawy.
Śmiechom i ocenom mężczyzn nie było końca. Pozwoliłam im na zabawę, podczas gdy
sama byłam tylko biernym słuchaczem. Gdy zaczęło robić się naprawdę późno,
wyszłam cicho z pokoju, a dziewczyny nawet nie zwróciły na mnie uwagi. Zamknęłam
się od środka w pokoju, pobawiłam chwilę z Miszą, nasypałam mu trochę jedzenia
i wróciłam do łóżka. Tam spisałam dziewczynom na szybko kartkę z
podpowiedziami, kiedy i czym karmić mojego małego pupila. Dopisałam też, że
wrócę do końca tygodnia, bo potrzebowałam nabrać do wszystkiego dystansu i wyjechałam
do Polski na kilka dni. Rano przyczepię
to do lodówki. Mam nadzieję, że dziewczyny potraktują to na poważnie.
Ułożyłam się wygodnie pod kołdrą, poprawiłam poduszkę i szybko zapadłam w
głęboki sen. Szkoda tylko, że śniły mi się koszmary z Dimą w roli głównej.
Tak cholernie mi jej szkoda... :(
OdpowiedzUsuńByłam pewna, że to Mefju przyleciał ją uratować. Jednak nie. Dobrze, że ktokolwiek to zrobił, bo gdyby nie Marina, Ash mogłaby już nie żyć...
Co za skurwysyn z tego gościa, to no comments...
Czterech w jedną noc? Niezła dupodajka z tej jej koleżanki... Zero szacunku do siebie samej.
Oj, się Matt zdziwi, jak ją zobaczy w takim stanie. Na pewno będzie musiała mu się dłuugo tłumaczyć. Wyczuwam dużo tulenia i płakania w ramię.
Co tak mało jeżyka dzisiaj? :<
Wiesz, że go uwielbiam. ;*
No i mam nadzieję, że te lasie się nim zajmą, jak należy...