wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział siódmy

Pierwszego dnia nowego roku byłam nieprzytomna. Obudziłam się dopiero następnego ranka. Pobudka w szpitalu była bardzo trudna. Tym bardziej, że obudziłam się dopiero 2 stycznia. Moje ostatnie wspomnienie z sylwestrowej nocy to wyjście z pokoju na pokaz fajerwerków. Potem była tylko czarna plama. Dziura, którą wypełniła mi rozmowa ze szpitalną panią psycholog. Okazało się, że mój sms został wysłany do Mariny, chociaż wówczas byłam święcie przekonana o tym, że odbiorcą był Matt. I to właśnie moja współlokatorka, zaniepokojona treścią, zauważyła, że zniknęłam z dworu razem z Dimitrijem. Poszła mnie szukać, domyślając się, iż może dojść do najgorszego. Niestety dla mnie, nie udało się jej dotrzeć do nas na czas. Dima zdążył dosypać mi do wody z dodatkiem wódki trochę narkotyków i tabletkę gwałtu. Nie musiał długo czekać na efekty po zastosowaniu takiej dawki. Miał mnie, byłam jego, wykorzystał mnie. Ale przy okazji zaczął mnie dusić, bo nie byłam w stanie kontaktować. W takiej scenerii zastała nas Marina ze swoim kolegą. Zadzwonili na policję, pogotowie zabrało mnie do szpitala. Moje serce zatrzymało się trzy razy, ale udało im się mnie odratować. To był koszmar. Przeszłam przez piekło, którego nawet nie pamiętam. Nic więc dziwnego, że po rozmowie z panią psycholog bardzo długo płakałam. Dopiero po południu byłam w stanie zebrać się ze szpitala i wrócić do mieszkania. Nie chciałam tu wracać. Bałam się mieszkać w swoim pokoju, kłaść się na łóżku. Przestałam czuć się bezpiecznie.
Całą drogę powrotną do mieszkania popłakiwałam i trzęsłam się. Grobowa atmosfera panowała także wśród dziewczyn. W zniecierpliwieniu oczekiwały mojego powrotu. W milczeniu powitały mnie w progu. Pokiwały głowami, przytuliły mnie i każda wróciła do swoich zajęć. Było widać, że czuły się współwinne tego, co mnie spotkało. Ale ja ich nie winiłam. To nie one mnie naćpały i zgwałciły. To nie one zdeptały moją godność. To nie one zacisnęły dłonie na mojej szyi. To on. ON.
Nigdzie nigdy nie czułam się tak obco, jak teraz w swoim pokoju. Przesiedziałam kilka godzin w kącie, wpatrując się w klatkę Miszy. Dopiero wieczorem byłam w stanie wrócić do świata żywych. Chciałam się wykąpać i zedrzeć z siebie brud, który na mnie osiadał. Zapach jego perfum, dotyk jego dłoni, jego oddech na mojej szyi. Znowu się rozpłakałam. Rozebrałam się i wpadłam w histerię. Moja klatka piersiowa była posiniaczona przez podjęte próby resuscytacji oraz od użycia defibrylatora. Moja uda, zwłaszcza po wewnętrznej stronie, były pełne zadrapań oraz siniaków w kształcie dłoni. Tak samo wyglądały moje biodra. Wokół piersi i na szyi znalazłam jeszcze ślady po ugryzieniach. No i moja twarz. Dimitrij mnie uderzył, co było widać nawet dwa dni po sylwestrze. Fioletowo-zielona plama na policzku i pod okiem pozostaną ze mną jeszcze przez jakiś czas.
Weszłam do wanny, wykąpałam się dokładnie i wróciłam do siebie. Schowałam się pod kołdrą, modląc się o szybkie nadejście snu. Ale jednocześnie bałam się tego, co mogłoby mi się przyśnić. Dlatego też zapaliłam lampkę i spisuję to wszystko w pamiętniku. Może te słowa pomogą mi w pozbyciu się tych złych emocji. Albo chociaż je załagodzą.

Wcale nie poczułam się lepiej. Przewracałam się z boku na bok i nie umiałam odnaleźć się w tym wszystkim. Chciałam się spakować i wyprowadzić. Uciec jak najdalej. Właśnie wtedy przypomniałam sobie, że nie tak dawno, ale jakby w odległych czasach, umówiłam się z Mattem, że 3 stycznia polecę z nim i jego drużyną na sparing do Rzeszowa. Znalazłam swój telefon na podłodze. Włączyłam go i zauważyłam, że miałam kilka nieodebranych połączeń od Mariny i cztery wiadomości właśnie od Matta.
Jak się bawisz? :D

Zabawa taka dobra, że nie słyszysz telefonu? ; )

Ash, zaczynam się martwić. Jest już popołudnie.

Daj znać, że w ogóle żyjesz. Doleciałem już do Moskwy, zaraz jadę do Kazania. Będziesz jutro na lotnisku?
Uśmiechnęłam się do telefonu i popłakałam się. Szybko otarłam łzy i zrugałam się w myślach. To zwykła troska. Nic więcej. Więc nie mam co się wzruszać, jakby to był największy akt dobroci na świecie. Ale dla mnie, w tej konkretnej chwili, właśnie do takiego miana to urasta. I jak ja mam mu napisać, że nie jestem w stanie z nim polecieć? Przecież od razu zobaczy, że coś się stało. Zacznie się przejmować, martwić. Nie potrzebuję tego. Po prostu muszę jakoś dojść do siebie. A poza tym, nie wiem jak zareaguję na męskie towarzystwo. Wpadnę w panikę, czy też nie? Rozmyślałam nad tym przez dłuższą chwilę. Nie chciałam zawieść Matta. Widziałam przecież, jak bardzo cieszył się z faktu, że może mnie zabrać ze sobą. Ne zniosłabym myśli, że mogę go zasmucić i rozczarować. Wzięłam głęboki oddech i odpisałam mu na poprzednie wiadomości.
Przepraszam, miałam bardzo zalatane dwa dni. Cieszę się, że doleciałeś do Moskwy. Wyjazd nadal aktualny, widzimy się jutro.
Nastawiłam budzik na czwartą rano, żeby zdążyć się spakować i przygotować do wyjazdu. Ale nadal nie mogłam zasnąć. Wstałam więc i zaczęłam pakować ciuchy do małej torby. Wrzuciłam do niej kilka losowych bluzek, dwa swetry, jakieś spodnie nie zmianę, pidżamę i zapas bielizny. Do tego parę niezbędnych kosmetyków. Niecałe 10 minut a ja nie miałam już co ze sobą zrobić. Godzina wcale nie była taka późna. Chociaż wolałam teraz pobyć sama, to w odosobnieniu czas mijał mi bardzo powoli. Wyszłam więc z pokoju, szukając towarzystwa u moich współlokatorek. Wszystkie trzy siedziały tam, gdzie było centrum naszej zabawy sylwestrowej. Z tego co usłyszałam, dyskutowały właśnie na temat chłopaków, których udało im się poderwać dwie noce temu. Bez słowa dosiadłam się do nich na kanapę. Lena zamilkła, Roza zakrztusiła się śmiechem a Marina zbladła.
 - Dobrze się czujesz? – zaczęła Rozalka.
 - Rozi, jaka z ciebie idiotka! – zbeształa ją Lena. – Pewnie jest przybita.
 - Dziewczyny, nic mi nie jest – udawałam. – Po prostu nadal jestem w szoku.
 - I nie gniewasz się na nas? – dopytywała Roza.
 - Nie – uśmiechnęłam się.
 - Ash, bo ja czuję się cholernie winna. Bo to ja. To moja wina – Lenie zbierało się na płacz. – To ja go zaprosiłam.
Wezbrała we mnie fala złości. Miałam chęć na nią nawrzeszczeć. Ale jak mogłam się na niej wyżywać? Nie mogła wiedzieć, jakie Dimitrij miał względem mnie zamiary. Dlatego mój gniew błyskawicznie przemienił się w żal.
 - Nie bierz winy na siebie – przytuliłam ją. – Nie wiedziałaś. Stało się. Po prostu. Muszę z tym żyć.
Pocałowałam ją w policzek i pogłaskałam uspokajająco po włosach. Gdy już oderwałyśmy się od siebie, czekała mnie runda przytulania z pozostałymi dziewczynami. Jak ja mam in powiedzieć, że nie zniosę kolejnej nocy w tym mieszkaniu? Że brzydzę się swojego łóżka? Nie mogę. Jesteśmy jak taka mała rodzina. A rodzina trzyma się razem, bez względu na wszystko. Ale co ja mogę o tym wiedzieć? Nigdy nie miałam prawdziwej rodziny. Szybko wpędziłam się w depresyjny nastrój.
 - Opowiadajcie o tym, co wam się dobrego przydarzyło tej nocy? – zagadałam. – Chętnie posłucham o czymś przyjemnym.
 - Jesteś pewna, że jesteś gotowa na takie tematy? – Marina wolała się upewnić.
 - A dlaczego nie? Będziecie opowiadać o seksie? – rzuciłam ironicznie.
 - Nooo – bąknęła nieśmiało Roza.

Westchnęłam i wzruszyłam ramionami, pokazując, że nie jest to dla mnie temat tabu. Dziewczyny wyraźnie się rozluźniły i wróciły do porzuconego wątku. I tak dowiedziałam się, że Marina, przez tę całą akcję ze mną w roli głównej, zaliczyła tylko jednego chłopaka – Oliega z Ukrainy. Narzekała, że był bardzo słaby w łóżku a mocny w gębie. Więcej czarował i bajerował, a samo zbliżenie trwało niecałe pięć minut. Facet od razu zasnął, kładąc się na zniesmaczonej dziewczynie. Wtedy też impreza zakończyła się dla najstarszej z nas. Lena poszła na całość. Przespała się z czterema różnymi chłopakami. Przy czym jednego z nich – wedle jej relacji – zaliczyła w toalecie. Skrzywiłam się przy tym trochę, ale nie mnie było to oceniać. Natomiast Rozalka pocieszała się po nieudanym związku z Igorem w ramionach przystojnego Wojtka, który przyjechał do Kazania w ramach wymiany studenckiej z Polski. Spędzili razem cały wieczór oraz noc. Roza wydawała się bardzo zadowolona z tego faktu i nie wykluczałam wówczas, że czuła do niego coś więcej niż tylko pociąg fizyczny i chęć zabawy. Śmiechom i ocenom mężczyzn nie było końca. Pozwoliłam im na zabawę, podczas gdy sama byłam tylko biernym słuchaczem. Gdy zaczęło robić się naprawdę późno, wyszłam cicho z pokoju, a dziewczyny nawet nie zwróciły na mnie uwagi. Zamknęłam się od środka w pokoju, pobawiłam chwilę z Miszą, nasypałam mu trochę jedzenia i wróciłam do łóżka. Tam spisałam dziewczynom na szybko kartkę z podpowiedziami, kiedy i czym karmić mojego małego pupila. Dopisałam też, że wrócę do końca tygodnia, bo potrzebowałam nabrać do wszystkiego dystansu i wyjechałam do Polski na kilka dni. Rano przyczepię to do lodówki. Mam nadzieję, że dziewczyny potraktują to na poważnie. Ułożyłam się wygodnie pod kołdrą, poprawiłam poduszkę i szybko zapadłam w głęboki sen. Szkoda tylko, że śniły mi się koszmary z Dimą w roli głównej.

1 komentarz:

  1. Tak cholernie mi jej szkoda... :(

    Byłam pewna, że to Mefju przyleciał ją uratować. Jednak nie. Dobrze, że ktokolwiek to zrobił, bo gdyby nie Marina, Ash mogłaby już nie żyć...
    Co za skurwysyn z tego gościa, to no comments...

    Czterech w jedną noc? Niezła dupodajka z tej jej koleżanki... Zero szacunku do siebie samej.

    Oj, się Matt zdziwi, jak ją zobaczy w takim stanie. Na pewno będzie musiała mu się dłuugo tłumaczyć. Wyczuwam dużo tulenia i płakania w ramię.

    Co tak mało jeżyka dzisiaj? :<
    Wiesz, że go uwielbiam. ;*
    No i mam nadzieję, że te lasie się nim zajmą, jak należy...

    OdpowiedzUsuń