sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział drugi

Z samego rana, jak każdego innego dnia tygodnia, wstałam bardzo wcześnie i poszłam na Uniwersytet. Zaraz po zajęciach poszłam prosto do knajpki, gdzie w nocy odbyłam swoją ostatnią zmianę. Otworzyłam drzwi, zdjęłam czapkę i od razu zorientowałam się, że jestem świadkiem dość ciekawej rozmowy. A obiektem dialogu byłam ja.
 - Pracowała tutaj w nocy – drążył uparcie wysoki brunet. – Na oko miała ze 170 centymetrów. Szczupła, ruda dziewczyna około dwudziestki.
 - Po co panu wiedzieć, kiedy ona tu będzie? – Pavel zmarszczył podejrzliwie brwi.
 - Chciałbym z nią chwilę porozmawiać i coś wyjaśnić – nalegał.
 - Ta dziewczyna już u nas nie pracuje – mój były szef odpowiedział po chwili namysłu. – Wczoraj był jej ostatni dzień – zauważył mnie kątem oka. – I nie wiem co teraz robi.
 - No trudno, sam ją znajdę – odwrócił się w moją stronę.
Szybko stanęłam do niego plecami, modląc się w duchu, by mnie nie zauważył. Ale jednocześnie chciałam, by jednak zwrócił na mnie uwagę. Sama nie wiem, czego pragnęłam bardziej. W każdym razie Amerykanin minął mnie bez słowa i wyszedł na dwór.
 - Przyszłam oddać klucze – zaczęłam niepewnie rozmowę.
 - Co się tutaj wczoraj działo, że ten facet tak uparcie o ciebie wypytywał?
 - Nic takiego. Przyszedł tutaj dosyć późno ze swoimi kolegami. Upili się, a ja zamówiłam im taksówkę, żeby zabrała ich do domów. Nie wiem, czego on może chcieć.
 - No dobrze, wierzę ci – Pavel uśmiechnął się do mnie. – Będzie nam ciebie brakować.
Mężczyzna zamknął mnie w silnym uścisku. Trwaliśmy tak przez dłuższą chwilę i to ja jako pierwsza się odsunęłam. Oddałam mu klucze i wyszłam na mroźne powietrze.
 - Tak myślałem, że to ty tam stałaś – wysoki brunet złapał mnie za ramię i nie pozwolił odejść.
 - Nie przypominam sobie, żebyśmy byli ze sobą na ty – próbowałam oswobodzić się z jego uścisku, ale nie potrafiłam. – O co panu chodzi?
 - Przede wszystkim chciałbym przeprosić za mojego kolegę. Jego zachowanie nie należało do najgrzeczniejszych.
 - Przywykłam – chciałam skrócić tę rozmowę do niezbędnego minimum. – Nie ma za co przepraszać.
 - Jest za co i nie powinnaś dawać się tak traktować – rozluźnił chwyt, ale jego oczy wpatrywały się we mnie uważnie. – Przepraszam też za to, że żaden z nas nie zareagował na jego… specyficzne zachowanie. Aleksey taki jest, dosyć porywczy – mruknął z dezaprobatą.
 - Będę o tym pamiętać, chociaż nie sądzę, byśmy się jeszcze kiedyś spotkali.
 - Zawsze jesteś taka sceptyczna? – uśmiechnął się szeroko.
 - Jestem realistką, a teraz przepraszam, ale śpieszę się do pracy – nie podzielałam jego nagłej zmiany nastroju.
 - Zamieniłaś jedną knajpę na drugą? – pytająco uniósł brew ku górze.
 - Nie. To było tylko rozwiązanie doraźne. Miłego dnia życzę – pożegnałam się i ruszyłam w swoją stronę.
 - Zdradzisz mi chociaż swoje imię? – zawołał za mną.
Odwróciłam się przez ramię, posłałam mu kwaśny uśmiech i skręciłam w prawo, kierując się w stronę hotelu. Nie uszłam nawet 200 metrów i już zaczęłam nienawidzić samej siebie. Ty idiotko! Przecież ten facet ewidentnie ci się spodobał. A ty co? Trzymasz go na dystans, udajesz wielce tajemniczą i nawet nie podajesz mu swojego imienia. Co ty sobie w ogóle myślałaś?! A może on był mną zainteresowany? Jako jedyny w całym moim życiu coś we mnie dojrzał? Nie, to niemożliwe. Coś sobie uroiłam. On tylko chciał być grzeczny, pokazać, że dobrze go wychowano i to tyle. Zwykła kurtuazja. Ash, jak mogłaś sobie pomyśleć, że może mu chodzić o coś więcej? Zapamiętaj sobie wreszcie, masz się poświęcić nauce bez końca. Innej drogi dla ciebie nie ma. Wiesz przecież, że będziesz samotna. Wiedziałaś to od momentu, kiedy z sierocińca odchodzili twoi przyjaciele, którzy zostali adoptowani. A ty byłaś tam do osiągnięcia pełnoletności. Nikt cię nie chciał i nikt cię nie zechce. Obudź się i zejdź na ziemię. Podczas takiego karcenia siebie, bardzo szybko dotarłam na miejsce. Weszłam do środka tylnymi drzwiami, przeznaczonymi dla personelu. Przebrałam się w roboczy uniform, poszłam do nowej kierowniczki na odprawę i wzięłam się do pracy. Przez kolejne 6 godzin starałam się nie myśleć o niebieskookim Amerykaninie. Usilnie próbowałam wyrzucić go ze swoich myśli, ale nie potrafiłam. Jego uśmiech wracał do mnie już po kilku sekundach, a w uszach cały czas brzmiał mi tembr jego głosu. Nie umiałam przestać o nim myśleć, chociaż nie wiedziałam nawet jak się nazywa. Wzrastała we mnie frustracja i irytacja względem samej siebie. Byłam przekonana, że kolejny raz już go nie spotkam. Do trzech razy sztuka, a ja swoją szansę zmarnowałam. Musiałam się z tym pogodzić. Z takim przeświadczeniem zakończyłam swoją zmianę. Wróciłam do szatni, przebrałam się w swoje ciuchy i wyszłam na dwór.
Było już kompletnie ciemno, a temperatura spadła poniżej zera. Chociaż byłam ciepło ubrana, bardzo doskwierał mi mróz. Opatuliłam się szczelniej szalikiem i ruszyłam powoli w kierunku przystanku autobusowego. Nie miałam siły na pieszą przechadzkę. Usiadłam więc na chybotliwej ławce, ciesząc się z tego, że chociaż wiata nie była dziurawa. Czekałam 10 minut, 20, a autobus nie nadjeżdżał. Spojrzałam najpierw na zegarek, potem na rozkład jazdy i dotarło do mnie, że mam przed sobą jeszcze pół godziny czekania. Miałam ogromną ochotę, by rozpłakać się z bezradności, ale jakimś cudem wzięłam się w garść. Zadecydowałam, że prędzej dotrę do domu pieszo, więc wstałam i rozpoczęłam wędrówkę do domu. Gdy przechodziłam przez ulicę, drogę zajechało mi srebrne Volvo. Zamarłam na moment. Gdy chciałam wypuścić powietrze z płuc i kontynuować swoją przechadzkę, okno od strony kierowcy opuściło się.
 - Wsiadaj, podwiozę cię do domu.
Myślałam, że miałam jakieś przywidzenia. Za kierownicą samochodu siedział tajemniczy on. Wahałam się tylko przez kilka sekund. Obeszłam auto dookoła i usiadłam na miejscu pasażera. Zapięłam pasy i rozkoszowałam się ciepłym wnętrzem pojazdu.
 - Dziękuję – wyszeptałam nieśmiało. – Ale wcale nie musiał pan tego robić.
 - Nie mów do mnie „pan”, bo czuję się staro. Jestem Matt. Podałbym ci rękę, ale prowadzę – zaśmiał się szczerze.
 - Ashley – odpowiedziałam z uśmiechem. – Mam uznać nasze spotkanie za przypadek?
 - Chyba nie podejrzewasz mnie o to, że cię śledzę?
 - Ja tego nie powiedziałam.
 - Gdzie mam cię wysadzić? – zapytał, zatrzymując się na światłach.
Zabierz mnie do siebie. Zaniemówiłam, zaskoczona swoimi myślami. Było mi trochę wstyd, prosić go o podwiezienie mnie do najgorszej części miasta. Ale z drugiej strony, dlaczego miałabym się przejmować jego możliwą reakcją? Co się ze mną działo?
 - Ashley? – wyrwał mnie z zamyślenia. – Podasz mi adres?
 - Tak, przepraszam, zamyśliłam się – odparłam lekko zakłopotana. – Wystarczy mi, że zatrzymasz się przy starej cerkwi. Stamtąd już doję pieszo.
 - Mieszkasz aż tak daleko? Rodzice robią ci krzywdę, jesteś młoda, powinnaś być blisko centrum – najwyraźniej nie był świadomy tego, jak fatalna była to okolica.
 - Nie narzekam. Poza tym, to chyba kwestia przyzwyczajenia – odpowiedziałam wymijająco.
Kolejne minuty jechaliśmy w kompletnej ciszy. Matt zdecydował się ją przerwać.
 - Czym się zajmujesz?
 - Jestem studentką medycyny. Kończę trzeci rok.
 - Ambitnie.
Mruknęłam tylko w odpowiedzi. Nasza rozmowa nie kleiła się za bardzo, dlatego ze swojej strony postawiłam na milczenie. Chyba gorzej już być nie mogło.
 - Co robisz w Rosji, skoro słychać, że pochodzisz ze Stanów? – wyrwało mi się.
 - Pracuję. A co ty robisz w Kazaniu? Masz przecież angielskie imię.
 - Moi rodzice emigrowali do Rosji w poszukiwaniu pracy.
 - Skąd tutaj przybyli?
 - Z Francji.
Znowu nastąpiła niezręczna cisza, która wręcz kaleczyła mi uszy. Chciałam, żebyśmy jak najszybciej dojechali pod wskazane przeze mnie miejsce. Chciałam przed nim uciec i schować się w swoim małym pokoju. Chciałam zniknąć. Na szczęście moje życzenie zostało wysłuchane. Volvo zatrzymało się na parkingu przed kościołem. Odpięłam pas i szykowałam się do wyjścia. Gdy otwierałam usta, by wyrazić swoją wdzięczność oraz podziękowania, Matt mnie uprzedził.
 - Dałabyś mi jakiś kontakt do siebie? Numer telefonu, dane do odnalezienia cię na portalach społecznościowych?
 - Moment.
Wyjęłam z kieszeni stary paragon. Zapisałam na nim swój numer telefonu i podałam go Mattowi.
 - Dziękuję bardzo za podwózkę – uśmiechnęłam się do niego na pożegnanie, trzasnęłam za sobą drzwiami i ruszyłam w drogę do domu przez śnieg.
Gdy już wdrapałam się na najwyższe piętro starej kamienicy i przekroczyłam próg mieszkania, poczułam burczenie w brzuchu. Zrzuciłam odzienie wierzchnie i skierowałam się do kuchni, gdzie siedziała zamyślona Roza.
 - Cześć, czy coś się stało? – zaczęłam rozmowę, wyrywając blondynkę z innego świata.
 - Igor mnie rzucił – rzuciła mi się na szyję i zaczęła płakać.
 - Ale jak to? – byłam w szoku. Przecież zawsze byli zgraną parą.
 - Powiedział mi dzisiaj, że – jej szloch przeszedł w histeryczny spazm. – Że był ze mną tylko dlatego, że jestem dobra w łóżku. A i tak cały czas mnie zdradzał.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Rozalka była tym wszystkim wstrząśnięta. Wiedziałam, że Igor był całym jej światem. Jeżeli mnie pamięć nie myliła, to nawet planowali wspólną przyszłość, kupno mieszkania po studiach. A to wszystko okazało się być kłamstwem i runęło w gruzach.
 - Wszystko będzie dobrze, ułożysz sobie życie bez niego, znajdziesz kogoś nowego, lepszego. Ktoś, kto się o ciebie zatroszczy w odpowiedni sposób i dla kogo będziesz najważniejsza – przytuliłam ją mocniej.
 - Ash, zawsze można na ciebie liczyć – pociągnęła nosem. – Jesteś taka miła, życzliwa, mądra i ambitna.
 - Nie przesadzaj, bo się zarumienię – skorzystałam z okazji i obróciłam to w żart. Chyba poskutkowało, bo Roza się zaśmiała.
 - Masz dzisiaj coś w planach? – zapytała z nadzieją w głosie.
Powinnam się uczyć, co oczywiste. Albo chociaż coś przeczytać. Czułam się jednak w obowiązku spędzić ten czas ze swoją współlokatorką.
 - Mam pudełko lodów czekoladowych w zamrażarce. Może obejrzymy jakiś film? – zaproponowałam.
Blondynce bardzo przypadł do gustu ten pomysł. Poszłyśmy do jej przestronnego pokoju. Przyniosłyśmy sobie jedzenie, picie, ułożyłyśmy się wygodnie na łóżku i rozpoczęłyśmy maraton z filmami komediowymi, które Roza uwielbiała oglądać. W trakcie drugiego seansu moja koleżanka zasnęła. Ostrożnie wyplątałam się z jej objęć, przykryłam ją kołdrą, posprzątałam cały bałagan, wyłączyłam telewizor i wyszłam. Pozmywałam wszystkie naczynia i wróciłam do swojego ciasnego pokoiku. Otworzyłam klatkę i wypuściłam Miszę, żeby pobiegał sobie po nieco większej przestrzeni. Ale mały jeż chyba wyczuł moje złe samopoczucie, bo podbiegł do mnie i zaczął trącać mnie noskiem. Wzięłam go na rękę i położyłam się z nim na łóżku.
 - Misza, ja nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje. I jeszcze ten Amerykanin. Matt. Czego on ode mnie chce? Nikt nigdy wcześniej się mną nie interesował. Nie mam kolegów, nawet takich ze studiów, bo przecież trzymam się na uboczu.
Jeżyk wpatrywał się we mnie swoimi oczkami po czym rozpoczął wędrówkę wzdłuż materaca.
 - Masz rację, czym ja się w ogóle przejmuję. Przecież on i tak nigdy nie zadzwoni ani nie napisze. Jestem po prostu głupią i naiwną dziewczyną.

Misza prychnął i kontynuował swoje zajęcie, tuptając dookoła mnie. Ja natomiast przebrałam się w pidżamę. Próbowałam znaleźć sobie jakieś zajęcie, ale łapałam się na tym, że cały czas spoglądam na telefon. Kręciłam z niedowierzania głową, karcąc się za własną głupotę. Zdecydowałam się wyłączyć telefon i po prostu położyć się spać. Wsadziłam Miszę do klatki, zgasiłam światło i poszłam spać. Bardzo długo przewracałam się z boku na bok, aż wreszcie zasnęłam.

3 komentarze:

  1. Wiem, że się powtarzam, alee... jaki ten Mefju jest kochany.
    Przyszedł i przeprosił za swojego zapijaczonego kolegę, chociaż wcale nie musiał tego robić.
    I jeszcze podwozi ją do domu i tak się o nią troszczy...
    No ideał faceta po prostu. <3

    Ale Mefju zadzwoni do niej, prawda? Bo wygląda na zainteresowanego jej osobą. :) I niech ona się nie boi nawiązać z nim jakiegoś kontaktu, to dobry chłopak.

    Kocham Cię, siostro. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu, i mi połowę wiadomości zżarło.

    JEŻYK! <333 Tak, to będzie mój ulubiony bohater tutaj, zdecydowanie. xdd

    A ten Igor to niech spieprza na drzewo, nie polubię gościa, skoro zdradza swoją lasię i jeszcze jej z takimi tekstami wylatuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Igora więcej nie będzie :D

      A Misza kradnie serca, bo jest jeżem, po prostu :3

      Usuń