Kolejne
dni praktycznie zlewały się ze sobą w wielką szarą całość. Uczelnia, praca,
nauka, licencjat, sen. I tak w kółko. Dopiero tuż przed przerwą świąteczną coś
uległo minimalnej zmianie. Udało mi się wszystko pozdawać w szybszym terminie,
więc zamiast na zajęciach, spędzałam coraz więcej czasu w hotelu. Było mi
bardzo dziwnie, kiedy miałam kilka dni wolnego ze względu na urlop. Moje współlokatorki
wróciły do swoich rodzinnych domów. Zostałam więc sama w mieszkaniu, świętując
w samotności wigilijny wieczór. Nie mogłam też zapomnieć o swoich 21.
urodzinach, w końcu byłam jedyną osobą, która składała mi życzenia. Ale nawet
ja z czasem zaprzestałam tej praktyki. 24 grudzień był dla mnie po prostu
kolejnym dniem, który niczym nie wyróżniał się od pozostałych. Ale tamtego roku
coś mnie jednak tknęło. Zapaliłam sobie małą świeczkę, pomyślałam życzenie i
zdmuchnęłam niewielki płomyk, zapadając się w ciemnościach grudniowego
wieczoru, chociaż nie było nawet godziny 20.
Siedziałam
na podłodze i karmiłam Miszę specjalnymi świątecznymi smakołykami, kiedy zadzwonił
mój telefon. Odblokowałam klawiaturę i odczytałam krótką wiadomość od
nieznanego nadawcy.
Wszystkiego
najlepszego z okazji świąt. Obyś już nigdy nie musiała płakać z powodu
straconej pracy.
Aura
anonimowości momentalnie się rozpłynęła. Po plecach przebiegł mi zimny dreszcz
a na policzki wstąpiły rumieńce. Minął prawie miesiąc czasu, a on tak po prostu
się do mnie odezwał i złożył mi życzenia świąteczne. Byłam święcie przekonana,
że zapomniał o moim istnieniu, jak i o fakcie, że wziął ode mnie numer
telefonu. A tu taka niespodzianka. Wzięłam kilka głębokich oddechów, mimowolnie
uśmiechnęłam się do telefonu i odpisałam.
Dziękuję
za życzenia. Tobie również życzę wszystkiego dobrego. A płaczu z powodu pracy
nie przewiduję, bo dobrze mi idzie : )
Nie
liczyłam na żadną odpowiedź, więc odłożyłam komórkę na biurko, położyłam się na
podłodze i obserwowałam biegającego po dywanie Miszę. Nie minęła nawet minuta,
kiedy usłyszałam odgłos wibracji. Z niedowierzaniem odczytałam kolejną
wiadomość.
Cieszę
się, że ułożyłaś sobie życie.
Nie
świętujesz?
Zdziwiła
mnie ta nagła chęć rozmowy. Sądziłam, że na życzeniach poprzestanie. Myliłam
się, więc prewencyjnie zapisałam go sobie w kontaktach, gdzie odtąd figurował
pod nazwą MATT. Co mogłam mu odpisać? Dla mnie oczywistym było, że takie dni
spędzam samotnie, bo nie mam rodziny. Ale on nie musiał o tym wiedzieć.
Swoje
urodziny mogę spędzać w taki sposób, jaki tylko sobie zażyczę.
Wysłałam,
ale sekundę później żałowałam swojej decyzji. Chciałam cofnąć tę operację, ale
sms został wysłany. Zaklęłam szpetnie pod nosem, wyrzucając sobie przy okazji
własną głupotę.
Masz
dzisiaj urodziny?! Powinienem złożyć Ci podwójne życzenia!
To
jak spędzasz dzień swoich urodzin?
Przez
dłuższą chwilę zastanawiałam się nad odpowiednią odpowiedzią. Szykowałam w
myślach setki drobnych kłamstw. Ale zdecydowałam się napisać prawdę.
Tak,
dwudzieste pierwsze.
Spędzam
je z moim jeżem.
Odpowiedź
nadeszła natychmiastowo.
Z
jeżem? Doborowe towarzystwo : ) A rodzina, przyjaciele?
- Dlaczego jesteś taki dociekliwy? – mruknęłam
pod nosem.
Nie
mam i nie mam. A Ty? Z tempa Twojego odpisywania wnioskuję, że też nie
obchodzisz świąt w rodzinnym gronie.
Cisza.
Matt nie odpisał. Przez 5 minut głupio wpatrywałam się w telefon, jakby to
miało sprawić, że nadejdzie wiadomość z odpowiedzią. Ale ona nie nadeszła. Mój
humor od razu uległ zmianie. Z umiarkowanego zadowolenia i radości przeszłam w
stan melancholii, refleksji. Bardzo szybko weszłam w fazę smutku i
niezadowolenia z życia. Nagle zaczęła doskwierać mi samotność, która
towarzyszyła mi odkąd tylko sięgam pamięcią. Skuliłam się, przewróciłam na bok,
ukryłam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Było mi tak bardzo źle. Nie miałam
nawet z kim porozmawiać na temat tego, co czuję. Czy kogokolwiek w ogóle interesuje to, co czuję? Ukrywam się ze
wszystkim, to prawda. Ale nawet gdy kogoś poznaję, to nikt nie stara się mnie
poznać, zgłębić tego, co się we mnie kryje. Ci ludzie po prostu znikają, bo
jestem za mało towarzyska. Nie moja wina, że nie mam czasu na zabawę i szaleństwo.
Jestem młoda, ale od zawsze musiałam myśleć jak dorosła. To takie
niesprawiedliwe. Umrę, nie znając smaku młodzieńczego buntu, przygody,
spontaniczności. Aż samej siebie jest mi żal. Dlaczego więc na co dzień
oszukuję samą siebie? Dlaczego wmawiam sobie, że mimo wszystko jestem
szczęśliwa i zadowolona z tego, co mam? Przecież posiadam nic. Mam tylko jeża,
mojego małego Miszę. Leżałam na podłodze, wypłakując się w milczeniu. Byłam
tym wszystkim tak przytłoczona, że nie wiedziałam, kiedy zasnęłam. Zapewne
stało się to podczas szlochu, ponieważ rano obudziłam się w ciuchach, na
dywanie i tuptającym mi koło nosa jeżykiem.
- Misza, przepraszam, pewnie jesteś głodny –
jęknęłam, podnosząc się z podłogi.
Zwierzątko
niecierpliwie trącało mnie noskiem i spoglądało na mnie swymi ciemnymi oczkami.
Nasypałam mu jedzenie, wymieniłam wodę a sama poszłam się kąpać. Zapełniłam
wannę do połowy, zrobiłam pianę, zapaliłam pachnące świeczki, puściłam muzykę
relaksacyjną i zanurzyłam się w wodzie. Spędziłam w łazience kolejne dwie
godziny. Starałam się odprężyć, ale moje myśli cały czas wracały do wydarzeń z
poprzedniego wieczoru. Co ja tak
właściwie sobie myślałam? Dlaczego ja się rozpłakałam? Przecież to nie ma
sensu. W ogóle się nie znamy. I po co pisałam o tym, że jestem samotna? Głupia
ja. Z wiekiem robię się coraz bardziej sentymentalna i łaknę towarzystwa.
Najgorsze, że szukam go nie tam, gdzie powinnam. Mam przecież współlokatorki,
które konsekwentnie trzymam na dystans. Może powinnam wreszcie zburzyć ten mur
i pozwolić im się poznać? Czy one mnie zrozumieją? W końcu różni nas
praktycznie wszystko. Nie wiem. Naprawdę nie wiem.
Gdy
już wystarczająco dużo czasu przeleżałam w wannie, owinęłam się ręcznikiem,
rozczesałam wilgotne włosy i wróciłam do pokoju. Nieświadomie sięgnęłam po
telefon i zauważyłam, że czekało na mnie kilka wiadomości.
Chyba
sobie żartujesz z tym brakiem rodziny i przyjaciół, prawda?
Ashley,
to był żart?
Śpisz?
Pewnie
tak. Tylko wiesz, odpisz mi rano, że to nie było na poważnie.
Na
mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Odpisał!
Ba! Przejął się! Ale mój optymizm nie trwał zbyt długo. Zatrzymaj swego rumaka. Chyba każdy człowiek
by zareagował, gdybyś mu napisała, że święta, a przy okazji własne urodziny,
spędzasz w samotności, bo nie masz nikogo. Zwiesiłam głowę, gdy tylko
uprzytomniłam sobie bezcelowość tej emanacji radości. Nie mogłam się jednak
powstrzymać przed odpisaniem na wiadomości.
To
nie był żart. Nie mam przyjaciół. Moi rodzice nie żyją. Nie wiem nic o innych
członkach rodziny, nigdy ich nie szukałam. Jestem tu sama. Tak chciało życie :
)
Zagryzłam
wargę, zastanawiając się, czy faktycznie chcę otrzymać odpowiedź na wysłanego
właśnie smsa. Z jednej strony byłam ciekawa jego reakcji. Z drugiej natomiast
nie przepadałam za otwartym przyznaniem się do tego, jak tragicznie maluje się
moje życie.
To
przykre. Nikt nie powinien być sam, zwłaszcza w święta.
Odpowiedź
przyszła prawie natychmiast. Matt miał rację, nikt z nas nie zasługuje na
samotność. I jak najbardziej jest to smutne. Ale taka była moja rzeczywistość,
nie znałam niczego innego. Święta w towarzystwie innych dzieci w sierocińcu to
nie to samo. Tamte dni upływały nam w milczeniu. Każdy starał się ukryć swój
grobowy nastrój. Najbardziej przykre było to, kiedy oglądałam, jak moje koleżanki
i moi koledzy odchodzili do nowych rodzin a ja cały czas tam tkwiłam. Nikt mnie nie chciał, a im się poszczęściło,
bo dołączyli do rodzin. Nachmurzyłam się przez te rozmyślania. Wtem
nadeszła kolejna wiadomość.
Może
chciałabyś się spotkać skoro oboje jesteśmy sami w święta? ; )
O
mało się nie przewróciłam. Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się przez kilka
sekund w ekran telefonu. Spotkanie?! Tego
się nie spodziewałam. Właściwie to całkiem miło z jego strony. Tylko o czym
moglibyśmy rozmawiać? I gdzie pójść? Cholera, wpadam w panikę a przecież nic
się jeszcze nie stało. Wdech i wydech, Ashley. Zwyczajne zaproszenie. To nic,
że nikt nigdy cię nigdzie nie zapraszał i to twój pierwszy raz. To nic, że nie
umiesz się zachować. Jakoś to będzie. Będziesz miła, grzeczna, uśmiechnięta.
Dasz radę. Dasz radę. Tylko najpierw odpisz! Pokręciłam głową, nie mogąc
się nadziwić swojej głupocie.
Chętnie
: ) Co proponujesz?
Gdzie się tak właściwie wychodzi na
spotkania? Na kawę, herbatę? Jakieś ciastko? Może spacer? Cholera, jestem tak
niedoświadczona w tych sprawach, że to aż żałosne. Przecież on się załamie, jak
zacznie mnie poznawać. Może jednak to odwołam, wykręcę się chorobą lub pracą?
Dawno nie byłam tak przerażona wizją spotkania z drugim człowiekiem.
Może
przyjadę po Ciebie pojutrze? Pójdziemy na coś ciepłego do picia, dobre ciastko
i porozmawiamy trochę. Co Ty na to?
Przyjechać po mnie? No i co teraz? Może
umówię się z nim w innym miejscu? Zagryzłam wargę, zastanawiając się nad
tym. Z drugiej strony wiedziałam, że teraz zima miała przybierać na sile. Więc
szybko bym się przeziębiła, gdybym chodziła po dworze. Nie miałam czasu na
chorowanie, nie było mnie na to stać.
Dobrze,
przyjedź po mnie o 15. Adres wyślę Ci w kolejnej wiadomości. To do zobaczenia :
)
Mimowolnie
uśmiechnęłam się do samej siebie, dosyłając Mattowi swój adres. Może te święta wcale nie będą takie złe, jak
zakładałam? Może to spotkanie cokolwiek uratuje? Mogę mieć nadzieję, ale nie
powinnam się na nic nastawiać. Będzie tak, jak ma być. A jeśli coś pójdzie źle,
to będzie to moja wina. Mój brak ogłady towarzyskiej się na mnie zemści. Czuję
to. Nie, muszę przestać tak myśleć. Nie mogę z góry zakładać przebiegu tego
spotkania. Podniosłam się z łóżka, ubrałam w wygodny sweter do kolan,
ciepłe legginsy, grube skarpety i zaczęłam sprzątać całe mieszkanie. Dziewczyny wrócą do Kazania na sylwestra. Z
tego co zrozumiałam, to chcą organizować całą zabawę u nas w mieszkaniu. Będę
na tyle uprzejma, że ogarnę tutaj wszystko na ich przyjazd. Za kilka dni zrobię
zakupy. Tylko co ja ze sobą zrobię na tę jedną noc? Przecież tutaj nie zostanę,
bo ani nie zostałam zaproszona, ani nie mam ochoty na głośną domówkę. Może
gdzieś się zatrzymam? Pójdę do jakiegoś motelu i w spokoju przesiedzę sobie ten
wieczór? To chyba dobry pomysł. Chyba że jakimś cudem w niecały tydzień znajdę
sobie jakieś plany. Włączyłam sobie muzykę i cicho podśpiewywałam kolejne
piosenki, bujając się do rytmu i sprzątając kolejne szafki, blaty, myjąc
podłogi, przechodząc z pomieszczenia do pomieszczenia.
Zeszło mi na tym kilka godzin, bo bałagan w pokojach moich współlokatorek był okropny. Ale gdy wreszcie się z tym uporałam, wróciłam do swoich czterech ścian. Wypuściłam Miszę, uzupełniłam jego zapasy jedzenia i sama wreszcie mogłam coś zjeść. Gdy pochłonęłam już swoje warzywa przyrządzone na parze, zabrałam się za czytanie. I tak upłynął mi cały dzień. Potem już tylko położyłam się spać. Rozmyślałam jeszcze trochę o tym spotkaniu, które miało nadejść. Próbowałam się nie przejmować, ale nie potrafiłam. W kółko zastanawiałam się nad tym, jak powinnam się ubrać, uczesać. Dobrze, że szybko nadszedł do mnie sen.
Zeszło mi na tym kilka godzin, bo bałagan w pokojach moich współlokatorek był okropny. Ale gdy wreszcie się z tym uporałam, wróciłam do swoich czterech ścian. Wypuściłam Miszę, uzupełniłam jego zapasy jedzenia i sama wreszcie mogłam coś zjeść. Gdy pochłonęłam już swoje warzywa przyrządzone na parze, zabrałam się za czytanie. I tak upłynął mi cały dzień. Potem już tylko położyłam się spać. Rozmyślałam jeszcze trochę o tym spotkaniu, które miało nadejść. Próbowałam się nie przejmować, ale nie potrafiłam. W kółko zastanawiałam się nad tym, jak powinnam się ubrać, uczesać. Dobrze, że szybko nadszedł do mnie sen.
Odezwał się do niej ^^ Miło z jego strony, że pamiętał o Ashley.
OdpowiedzUsuńI dobrze, że ona mu się zwierzyła ze swojego życia, myślę, że jest jej lżej. W końcu mogła komuś się wygadać, a wierzę, że jeszcze poruszą tą kwestię na tym spotkanku.
Właśnie, spotkanko. Czyżby nasza przyjaciółka zakręciła w głowie panu Andersonowi? Brzmi milusio.
Czekam już na to ich spotkanie.
I coś czuję, że ona jednak nie spędzi Sylwestra samotnie, no ale zobaczymy. :D
JEŻYK! <3
No co za niedobra pani, no jeść mu na noc nie dała.
Kocham Cię, siostro. :*
Misza będzie tu przez cały czas, więc spokojnie xD
UsuńAno się odezwał do niej. Nawet się umówili na spotkanie.
Nikt tu nikomu w głowie nie zakręcił, na to jeszcze grubo za wcześnie :)
A plany na sylwestra się wkrótce wykrystalizują.